Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English

Zapora w Pilchowicach.

Autor GoSouth
Data utworzenia: 29 sierpień 2012, 10:08 Wszystkich komentarzy: 7


Zapora w Pilchowicach.
Lipiec, rok 1897. Do miast wdziera się woda, niszczy ludzki dobytek, zabiera wiele istnień. Taki scenariusz napisała historia dokładnie sto lat przed "naszą" powodzią 1000-lecia, jaka miała miejsce latem 1997 roku. W oparciu o te wydarzenia rząd pruski, który to zarządzał terenami Doliny Bobru zdecydował się na budowę szeregu zbiorników retencyjnych. Jednym z nich jest Jezioro Pilchowickie, jednocześnie jest to największy i chyba najbardziej znany zbiornik, zajmujący powierzchnię około 240ha. Jego koroną jest wznosząca się na wysokość 62 metrów tama. Jest to najwyższa zapora w Sudetach.

My zaś tę tamę postanowiliśmy zdobyć.

Startujemy w sobotę o 11:00 z Chojnowa. Jedziemy przez Zagrodno w stronę Proboszczowa, gdzie planujemy przejechać obok Ostrzycy Proboszczowskiej. Ostrzyca, niby zwykła górka a jednak wygasły stożek wulkaniczny. Ze względu na swój charakterystyczny kształt nazywana bywa Śląską Fudżijamą. Jest to wzniesienie liczące 501 m n.p.m.



Tutaj też, niemal w cieniu góry postanawiamy zrobić pierwszą przerwę. Przyczyną owej przerwy jest solidny podjazd, który chcemy pokonać wypoczęci. Chwila na zdjęcie i ruszamy dalej.


Podjazd wiedzie do miejscowości o nazwie Bełczyna. Tu zaczyna się już Park Krajobrazowy Doliny Bobru, czyli malownicze pagórkowate tereny, które rozciągają się wzdłuż rzeki. Trudy podjazdu rekompensuje nam wspaniały zjazd do miejscowości Wleń. W dół jedzie się blisko 8 kilometrów, zatem jest z czego czerpać przyjemność.

Już chyba tradycją w naszych wyjazdach stanie się złapanie gumy przez Wojtka. Na nieszczęście Wleń to maleńka miejscowość, w której próżno szukać sklepu rowerowego, zwłaszcza w sobotnie popołudnie. Nie pozostaje nam nic innego jak zakasać rękawy i załatać przebitą dętkę. W upalnym słońcu w okolicy rzeki, łatamy i łatamy.














Kiedy już załataliśmy ostrożnie ruszamy zobaczyć miasteczko. Jak podaje przewodnik, Wleń to miasto z tradycjami targowymi, gdzie główniehandlowano gołębiami. W mieście znajduje się sanatorium, cennym jego zabytkiem są także ruiny zamku Lenno, w którym to mieszkał okrutny książę Bolesław II Rogatka. Ów zamek w XV wieku zajmował rozbójnik Hans vos Zedlitz.

We Wleniu uzupełniamy płyny, jemy po hod dogu i ruszamy dalej. Naszym celem jest bowiem zapora. Dobra wiadomość to to, że pozostało zaledwie kilka kilometrów. Jest też zła - będzie pod górkę. Na szczęście nie ma tragedii, choć pod górę jest.

Docieramy w końcu do jeziora.













Tama w istocie wielka. Mimo, iż widziałem ją już kilka razy, za każdym razem wywołuje mój podziw.



Na dole znajdują się zabudowania, jak wieść niesie jest to elektrownia.

Postanawiamy "pokręcić się" po okolicy. Jak się okazuje przy jeziorze znajduje się popadający w ruinę Hotel Pilchowice. Taki przynajmniej posiada szyld. Niestety lata świetności ów budynek ma już dawno za sobą, a szkoda, bo byłby ciekawym miejscem, gdyby tylko ktoś zdecydował się zainwestować.

Kolejnym punktem naszej wycieczki jest stacja PKP umiejscowiona tuż przy jeziorze. Tu po raz kolejny zatrzymujemy się na kilka zdjęć.



Tuż za stacją trafiamy na dość ciekawy most. Jak na moje oko ruina, choć pociągi po nim dają radę przejechać. Mi na myśl przychodzą jedynie skoki na linie z tego zabytku.


Od tego momentu ruszamy w drogę powrotną. Niestety to co było z góry będzie teraz pod górę. Mam tu na myśli morderczy podjazd w miejscowości Bełczyna. Długi i momentami stromy. Dajemy jednak radę. Kolejny raz jedziemy obok Ostrzycy - tym jednak razem dość szybko z racji tego, iż będziemy mieli wciąż z górki.

Ostatni nasz przystanek to Chojnów. W tym też momencie kończę recenzję wyjazdu. Czy było warto? Było! Przejechaliśmy 108 km w 5 i pół godziny, pokonaliśmy 670 metrów przewyższeń. Mi się podobało.

Więcej zdjęć z wyjazdu tradycyjnie już na naszej stronie internetowej: www.gosouth.pl . Kolejny wyjazd już we wrześniu. Najprawdopodobniej na cel obierzemy sobie Szklarską Porębę i Szlak Willa Ericha Peuckerta. Osoby zainteresowane wyjazdem proszone są o kontakt.


Komentarze

szkoda,że nie wiedziałem o tym wyjeździe,bo byłbym chętny..
A co to za szlak Peuckerta?
zgłoś komentarz
Zgodnie z przewodnikiem: http://www.gosouth.pl/index.php?page=news&id=2 To oczywiście propozycja.
zgłoś komentarz
Myślałem,że to szlak bardziej po szosie,a to typowo górskie drogi,więc raczej nie na moje opony i siły chyba też.Jak będziecie coś planować bardziej po szosach to dajcie znać.Może wyjazd na ślężę,bo byłem pod,ale na górze nie.
zgłoś komentarz
Na Ślęży byłem w tym roku na nóżkach. Na ścieżce od Przełęczy Tąpadła dosypano masę kamoli wszelkich rozmiarów. Tak więc i opony trzeba dostosować. Sił pewnie też sporo trzeba mieć :)
zgłoś komentarz
Co za kretynizm,więc i to raczej odpada
zgłoś komentarz
Zazdroszczę wam tego co zobaczyliście. Brawo super wyprawa.
zgłoś komentarz
Co za kretynizm,więc i to raczej odpada
Dlaczego uważasz, że wysypanie drogi górskiej kamieniami to kretynizm. Czy ty masz świadomość po co wysypuje się takie drogi kamieniami? Może wolałbyś aby asfalt wylali?
zgłoś komentarz

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.