Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English


„Po prostu nie lubię siedzieć w domu” – Paweł Wróbel, chojnowianin z pasją.

Autor admin
Data utworzenia: 30 październik 2012, 11:07 Wszystkich komentarzy: 12


„Po prostu nie lubię siedzieć w domu” – Paweł Wróbel, chojnowianin z pasją.

Zanim opublikowaliśmy pierwszy tekst w dziale „Chojnowie z pasją” rozmawialiśmy z wieloma znajomymi na temat osób, których określić można tym tytułem. Najczęściej padały słowa: „Paweł Wróbel”. Po wernisażu wystawy fotograficznej jaka miała miejsce w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chojnowie udało nam się zamienić kilka słów z tym wielkim pasjonatem. Panu Pawłowi, a raczej Pawłowi – bo w górach wszyscy są braćmi – przyznajemy tytuł „Chojnowianina z pasją”, a Państwa zapraszamy do przeczytania co ten znany wszystkim miłośników górskich - i nie tylko - wycieczek rowerowych oraz pieszych miał nam do powiedzenia. Życzymy miłej lektury!

Zapraszamy również do naszej galerii "Chojnowianie z pasją" gdzie znaleźć można zdjęcia Pawła Wróbla z wielu wypraw rowerowych oraz pieszych!


Jak i kiedy zaczęła się Pana przygoda z podróżowaniem? Pamięta Pan swoją pierwszą poważniejszą samodzielną wyprawę na rowerze?

- Od lat szkolnych moim hobby była jazda na rowerze. Mój pierwszy rower to mała „wyścigówka”, następnie „Huragan”, który odziedziczyłem po bracie przerabiając go na rower turystyczny. Do tego roweru mam największy sentyment wykręcając na nim po bezdrożach większość z przejechanych z ponad 80 tyś km. Pierwsze wyprawy odbywały się już w roku 1981. Najpierw Bolesławiec, Złotoryja, Chocianów, Legnica, okolice Chojnowa i tak z roku na rok coraz dalej. Średnio w roku przejeżdżam 4500 km, choć bywało i tak, że wykręciłem ponad 9000 km.

Podróż za podróżą, aż dziwię się, że starcza Panu czasu na normalne życie. Ile czasu spędza Pan w roku poza domem?

- Przeważnie wyjeżdżam w weekendy, nie jestem zwolennikiem siedzenia w domu. Burza, grzmoty, deszcz, nie ważne – jechałem rowerem. Jestem taki, że jak coś powiem, to dotrzymuję słowa. Nie raz wracałem o 1 w nocy… Przeważnie wyjeżdżam o 5 rano, zwiedzam cały dzień, wracam późnym wieczorem.

Miałem taki okres – 2003/2004 rok, w ciągu 2 miesiącu byłem 4 razy w domu.


Woli podróżować Pan w grupie czy samodzielnie?

- Wolę jeździć z kimś, jest raźniej. Samemu jest o tyle wygodniej, że jedzie się szybciej, nie jest się uzależnionym od nikogo.

Przez swoje podróże mnóstwo zwiedziłem, poznaję kulturą miejscową. Lubię jeździć, jednak nie polega to na tym by po prostu jeździć, lecz przy okazji zwiedzić nasz kraj.

Zapewne nie raz podczas podróży napotykał Pan na śmieszne, może zaskakujące lub wręcz trudne sytuacje – proszę nam o nich opowiedzieć.

- Pierwsza wyprawa – Licheń – zrobiliśmy dokładnie 251 km z Chojnowa, w jeden dzień. Jechaliśmy 13 godzin, nocowaliśmy na miejscu. Zwiedziliśmy Licheń, święte sanktuarium.

Zanocowaliśmy we wiosce Orla. Zastała nas śmieszna sytuacja – poszedłem do sołtysa by zapytać czy możemy gdzieś przenocować. Pokierował nas do gospodarza, który chciał byśmy nocowali w mieszkaniu. Mięliśmy namioty, chcieliśmy je rozbić w ogrodzie, jednak gospodarz uparł się byśmy nocowali w środku. Później jak jego żona przyszła zaczęła krzyczeć – „co ci panowie u mnie robią, obcy ludzie, w moim mieszkaniu!”. Były to akurat czasy, gdy słyszało się informacje o częstych morderstwach, w sumie nie dziwię się tej pani. Jednak gospodarz nas przyjął, poczęstował swojską kiełbasą, serem. Tam przespaliśmy tę noc. W międzyczasie rozmawialiśmy z żoną gospodarza i uświadomiliśmy jej, że jak rano wstanie to będzie znaczyło, że wszystko jest w porządku – wszyscy pękali ze śmiechu jak to powiedziałem.

Rano żona gospodarza wstała z uśmiechem od ucha do ucha, sama przygotowała nam kanapki na drogę. Podziękowaliśmy, kolega zostawił prezent dzieciom i w długą, do Chojnowa, kolejne 150 km – wcześniej zrobiliśmy 100 km. W trzy dni 500 km.


Wybiera Pan podróże zimą czy jednak latem?

- Zimą jeżdżę rzadziej, sporo zależy od stanu naszych dróg. Zrobi się ognisko, usmaży kiełbaskę, posiedzi, porozmawia, jest sympatycznie.

Jak nasze drogi są przystosowane do rowerzystów?

- Ja w sumie nie narzekam, jakie są takimi jadę. Staram się jechać bocznymi drogami, lasami.

Z jakiego sprzętu korzysta Pan podczas wypraw? Co jest Pana „niezbędnikiem” podczas wyjazdów?

- Na wyjazdy rowerowe lub piesze biorę ze sobą podstawowy zestaw naprawczy tj. klucze, zapasowa dętka, klej i łatki. Na dłuższą podróż dołożyć trzeba linkę do hamulca i przerzutki, parę szprych i tylną ośkę z powodu obciążenia. Do tego jeszcze mała apteczka pierwszej pomocy.


Łącznie przejechał Pan ponad 80 000 kilometrów, czyli dwukrotnie okrążył Pan kulę ziemską…

- Z tych kilometrów, które przejechałem właśnie tyle mi wyszło. Najwięcej w roku przejechałem ponad 9 tys. km. Ostatnio robię średnio 4,5 tys. rocznie. Kulę ziemską na pewno objechałem dwa razy.

Turystyka rowerowe i piesza jest to mój sposób na aktywną formę spędzania czasu połączoną ze zwiedzaniem najpiękniejszych terenów leśnych, parkowych i zabytków w Polsce. Przy pomocy dwóch kółek poznaję historię, kulturę, faunę i florę różnych regionów w naszej ojczyźnie.

Podczas wypraw robi Pan setki zdjęć – fotografia od zawsze była Pana pasją?

- Nie zawsze miałem aparat przy wyprawach rowerowych. Zacząłem od Zenita, którym robiłem zdjęcia mnóstwo czasu. Później nabyłem cyfrówkę Fuji.


Bardziej pasjonuje pana turystyka rowerowa czy fotografia?

- To i to. Niestety mam sporo wycieczek nieudokumentowanych, z czasów gdy nie posiadałem aparatu. Jest tak nieraz, że człowiek jedzie kilka razy w to samo miejsce, a za każdym razem odkrywa coś nowego, stara się to dokumentować przy pomocy aparatu.

Są miejsca, do których na 100% będzie Pan wracał, takie pewniaki?

- Na pewno Pilchowice, to jest moje ulubione miejsce, 2-3 razy rocznie tam jeżdżę. Byłem nawet na tej tamie w trakcie powodzi z 97 roku, ale nie miałem wtedy aparatu więc nie jestem w stanie tego udokumentować. Również Świeradów-Zdrój, Góry Izerskie, Szklarska Poręba, Szrenica, Karpacz.

W przyszłym roku planuję pojechać w Pieniny – pociągiem na miejsce, dalej rowerem. Marzy mi się podróż dookoła Polski, chciałem to zrobić za jednym zamachem, ale nie wiem czy będzie taka możliwość. Myślę jeszcze o podróży z wzdłuż Odry.

A taka swoista podróż marzeń, miejsce, do którego musi Pan dotrzeć przed śmiercią.

- Myślę, że przed śmiercią to dookoła Polski. Nie wiadomo ile człowiek będzie żył, dziś jest, jutro go nie ma. Nieznana jest nam przyszłość.

Mam wielki szacunek do przyrody – Matka natura stworzyła i wyrzeźbiła takie cuda, niektóre jakby nie z tej planety i za to jestem wdzięczny gdyż mam co zwiedzać i podziwiać na ojczystej ziemi.

Niestety jestem też rozczarowany stopniem zaśmiecenia lasów i dróg. Apelowałbym do wszystkich Polaków – szanujmy przyrodę.


Na koniec porozmawiajmy chwilę o turystyce pieszej – zdobywa Pan konkretne szczyty czy chodzi raczej rekreacyjnie?

- Jak wspomniałem wcześniej uprawiam turystykę pieszą, w większości górską, gdyż bardzo lubię góry, wręcz w nich się zakochałem. Piękno naszej ziemi – matki natury przyciąga mnie jak magnes. Turystyka piesza pozwala mi podziwiać i cieszyć się cudownymi krajobrazami, fauną i florą, również zabytkami architektonicznymi, zabytkami przyrody.

Uwielbiam wędrówki zimą, biel spadająca maluje scenę, serce natury ją rzeźbi, mróz ją scala przedstawiając niepowtarzalny teatr barw i cieni o zachodzie i wschodzie słońca. Te dwa spektakle trzeba przeżyć i obejrzeć na żywo, nie na fotografii. Wtedy mogę poczuć głębiej nasze góry i z przekonaniem powiedzieć, że w górach jest wszystko co kocham…

Nie jestem egoistą, choć góry oczyszczają z tej cechu charakteru niejednego turystę. Często trzeba się dzielić chlebem, cukrem, czekoladą, gorącą herbatą itp. lub zrezygnować z własnych planów, by ratować nieznanego człowieka. Do gór trzeba iść z pokorą, one są potężniejsze od nas, zdobywa się je krok po kroku, jest to jedna z najtrudniejszych ludzkich cech.

Przykładowo wjazd na Śnieżkę – dla mnie zupełnie nie ma znaczenia pozycja rankingowa. To sprawdzian własnych możliwości, satysfakcja z pokonanych trudności i duma z osiągniętego efektu, a zarazem świetna zabawa oraz niecodzienna przygoda.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy spełnienia marzeń!



Komentarze

Gratuluję Pawle tych pięknych pasji i dokonań i sam żałuję,że tak późno zachorowałem na cyklozę.Więc mówisz,że za rok Pieniny-jestem chętny,choć wolałbym zamki czeskie.
zgłoś komentarz
Oby tak dalej jak najdłużej bysmy mieli co czytac ;)
zgłoś komentarz
na ostatnich zdjeciach dobrze widze ze to to samo miejsce? szacuneczek dla Pawla, znamy sie nie od dzis chlopie, sam wiesz jak Cie szanuje
zgłoś komentarz
Powinien paweł dostać dotacje z miasta.Aby nie robił tego społecznie.
zgłoś komentarz
Chyba Paweł tego nie robi społecznie czyli dla dobra społeczeństwa a dla własnej przyjemności ,hobby z potrzeby pasji .Oczywiście nagrodę jednorazową za pozytywne nastawienie jak najbardziej.
zgłoś komentarz
Jasiu Burmistrz powinien przygotować nagrodę dla Pawła.Paweł idz Jaski ma kalendarze,długopisy,wesprze Cie i na pewno obieca tyle,ile nie byłby Ci w stanie dać Obama.
zgłoś komentarz
Brawo Bardzo cenię ludzi z pasją i zainteresowaniami!
zgłoś komentarz
@rado - jesteście na ty z burmistrzem? Trochę mnie już irytuje to. A żeby offtopu nie było, to pana Pawła podziwiam i cenię. Jak wiadomo, rowerowa pasja to świetna sprawa, do tego aparat.
zgłoś komentarz
Sender zgadzam się z tobą jeśli chodzi o zachowanie rado. Nudne są te głupie wstawki zwłaszcza, że to tego artykułu ni jak się mają.
zgłoś komentarz
"mogą nam zabrać dom, samochód, telewizor itd. ale to co zobaczymy i przeżyjemy, tego nam nikt nie zabierze" super panie Pawle tak trzymać
zgłoś komentarz

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.