Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English

"Jest to książka, która porusza ważne sprawy" - rozmowa z autorką "Gangsterów.rp"

Autor admin
Data utworzenia: 29 grudzień 2012, 12:45 Wszystkich komentarzy: 0


"Jest to książka, która porusza ważne sprawy" - rozmowa z autorką "Gangsterów.rp"

Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Wszelakich, a w niej intrygi, układy, morderstwo, śledztwo, spora dawka humoru i bolesnej prawdy o szkolnictwie wyższym. Kryminał, a jednocześnie powieść uniwersytecka. Książka „Gangsterzy.rp” autorstwa Doroty Struskiej niedawno pojawiła się na rynku czytelniczym, a już dziś wywołuje mnóstwo, często skrajnych emocji.
O związkach autorki z Chojnowem, problemach szkół wyższych i sposobach na ich eliminację rozmawiamy z autorką „Gangsterów” - Dorotą Struską.


Co wspólnego mają „Gangsterzy.rp” z Chojnowem?

- 5 lat mieszkałam w Chojnowie. W latach 85-90 chodziłam do szkoły średniej – do Technikum Hodowli Koni przy ul. Reja. Były to piękne lata, wspaniali ludzie, z sentymentem wspominam ten czas. Jestem z Chojnowem bardzo mocno związana emocjonalnie, choć teraz dość rzadko odwiedzam to miasteczko.

To był taki czas w moim życiu, że przyjaźnie wtedy zawiązane nadal po latach trwają. Wtedy może nawet nie wiedzieliśmy, że te więzi będą na tyle silne, że będziemy chcieli pielęgnować je przez tyle lat. Jest to tym bardziej zadziwiające, że przyjechaliśmy do Chojnowa tylko do Szkoły, a potem rozjechaliśmy się po Polsce i świecie, i chociaż mieszkamy daleko, to jednak nadal po ponad 20 latach odczuwamy potrzebę, żeby ze sobą rozmawiać, spotykać się i cieszyć się tym, że dane nam było się spotkać … no i właśnie w Chojnowie. Pozdrawiam Chojnów!

Kim zatem jest Dorota Struska?

- Jestem nauczycielem akademickim. Po Technikum Hodowli Koni wybrałam zupełnie inny kierunek studiów – poszłam na studia humanistyczne. Skończyłam politologię i historię na Uniwersytecie Wrocławskim, studiując równolegle. W 2005 r. obroniłam doktorat na Wydziale Nauk Społecznych, także na Uniwersytecie Wrocławskim. Jeszcze w trakcie pisania doktoratu zaczęłam pracować w Legnicy i tutaj pracuję do tej pory.

Książka „Gangsterzy.rp” nie jest o PWSZ w Legnicy. Natomiast ile jest w niej moich doświadczeń, a ile moich koleżanek i kolegów z innych uczelni nie jestem w stanie określić, ponieważ nie jest to możliwe. Jeżeli coś tworzymy to bierze się z nas i świata, który nas otacza. Na pewno nie było moją intencją opisanie PWSZ w Legnicy. Moi znajomi, z innych uczelni, również o innych profilach – np. z Uniwersytetu Medycznego czy Rolniczego - którzy czytają tę książkę mówią mi, że to jest ich świat, że mają właśnie takie problemy i doskonale tę książkę rozumieją.

Jaki przyświecał Pani cel podczas pisania „Gangsterów.rp”?

- Chciałam pokazać ten świat trochę inaczej. Z różnych stron słyszymy, że źle się dzieje w szkolnictwie wyższym.Takich przykładów, jak te opisane w mojej książce jest wiele w Polsce. Wiele jest nieprawidłowości, które należy zmienić. Najważniejszym powodem dla którego te zmiany należy wprowadzić jest to, że takie instytucje jak szkoły wyższe powołane są nie tylko do nauczania, lecz również kształtowania pewnej postawy. Studenci, którzy studiują w tych szkołach widząc złe praktyki mogą traktować je jak normę i to jest właśnie największą bolączką. Wciąż mówimy, że musimy ukształtować społeczeństwo obywatelskie, że to społeczeństwo obywatelskie jest niezbędnym elementem demokracji, ale mówimy to w teorii, a w praktyce robimy coś innego.

Pamiętam rok 2007, głośna sprawa z prof. Pisarskim, pani nazwisko dość często pojawiało się w komentarzach tej sprawy. Od jakiego czas poczuła pani, że coś trzeba z tym zrobić, pokazać to. Kiedy zrodził się pomysł na książkę?

- Pomysł pojawił się wtedy, gdy zrozumiałam, że kontrola nad szkołami wyższymi nie jest należyta – jest albo nie jest należycie sprawowana i wynika z indolencji urzędników, albo też – w niektórych przypadkach – Ministerstwo nie ma instrumentów by działać.


Myśli Pani, że małymi kroczkami, takimi jak ta książka, można pobudzić innych do działania? Że więcej ludzi odważy się stawić czoła tym „większym”?

- Mam taką nadzieję. Jest wiele uczelni, w których pracownicy mówią o podobnych, lub takich samych problemach. Może ta książka doda im odwagi. Niewątpliwie elementem hamującym jest strach o utratę pracy. Strach jest oczywiście naturalnym hamulcem działań człowieka. Bardzo często ludzie powodowani strachem milczą. Jednak trzeba się głębiej zastanowić, czy naprawdę boimy się o utratę pracy, czy jest nam tak po prostu wygodnie.

Kolejną ważną sprawą jest to, że jeden czy dwa głosy niczego nie zmienią. To musi być duża ilość osób, które powiedzą NIE takiej sytuacji. Jak będzie? Nie umiem tego powiedzieć. Jednak mam cichą nadzieję, że może coś się uda. „Wiem, że świata nie zmienię, ale musze się zachowywać tak jakbym wierzył, że uda mi się to zrobić’ pisał Herbert, i chyba ta myśl prześwieca mi w tym co robię.

Autonomia uczelni wyższych jest bardzo duża i wiele zależy od tego, kto sprawuje władze. Są uczelnie, gdzie dobrze się dzieje, a mają taką samą autonomię, a są też takie, które tę autonomię wykorzystują. Dużo by o tym mówić…

Gdy było wiadomo, że książka się ukaże miała Pani momenty zastanowienia, hamulce, że to może być za mocne, ktoś mnie źle odbierze?

- Nie wahałam się ani chwili. Książka jest literacką fikcją, postacie i szkoła są wymyślone – Wyższa Szkoła Sztuk Wszelakich, zdaje się nie ma takiej szkoły. Ten świat jest wymyślony, nie ma tam postaci rzeczywistych, rzeczywiste są problemy i o nich chciałam napisać. Muszę jednak zaznaczyć, że są czytelnicy, którzy mówią mi, że do nich najbardziej trafiały humorystyczne opisy, że ta książka jest zabawna. To mnie też utwierdza w przekonaniu, że ta fikcja jest dobrze wymyślona. Natomiast ci, którzy mówią, że śmiali się przez łzy przekonują mnie, że jest to książka, która porusza ważne sprawy.

Książka jest specyficzna. Jest napisana humorystycznie, a porusza poważne problemy. Wydaje mi się, że nie przywykliśmy do tego rodzaju literatury. Np. bardzo lubię literaturę czeską i czeski film. Czesi potrafią z ogromnym humorem opowiadać o poważnych sprawach. My tak nie do końca to potrafimy… Przyzwyczailiśmy się, że jeśli książka jest smutna i poważna, to taka jest, a jeśli jest zabawna to jest zabawna. Ta książka jest zabawna, lecz mówi jednocześnie o ważnych sprawach. Nie mam pretensji do czytelników, którzy nie czują spraw o których piszę. Jeśli kogoś bawi ten humor, to jest fajnie. To też jest przecież powieść, tudzież kryminał i nie pisałam tej książki tylko zmyślą o czytelnikach z kręgu akademickiego.

A jak zareagowali Pani studenci po przeczytaniu książki?

- Aktualnie jest ostatni rok politologii. Na wydziale jest ponad 30 studentów. Nie rozmawiam o tej książce ze studentami. Nie robię tego, bo nie chcę urządzać prywaty. Wiem to, co mi mówią zupełnie prywatnie… przyjęli ją bardzo pozytywnie.

Nie myślała Pani w ten sposób, że pisząc tę książkę hamuje studentów przed PWSZ, z którym jest Pani kojarzona, mimo, że sytuacje poruszają ogół świata akademickiego?

- Wydaje mi się, że jeżeli z jakiś powodów studenci, którzy mogli wybrać PWSZ w Legnicy, nie wybrali tej Szkoły to są to powody, które wynikały z polityki władz szkoły, z tego że np. rektor zatrudnia osoby, które są skazane prawomocnym wyrokiem, że władze szkoły miały proces, a w mediach mówiło się o szkole źle. Nie wydaje mi się zatem by książka, która nie jest o PWSZ w Legnicy odegrała w tym jakąś rolę. Tym bardziej, że jest to literacka fikcja. Nie opisuję tam naukowo patologii szkolnictwa wyższego.


Czy jest zatem jakiś sposób na „uzdrowienie” szkolnictwa wyższego w Polsce?

- To zależy od woli ludzi oraz w bardzo dużej mierze od ministerstwa. Ministerstwo – podczas naszych dotychczasowych kontaktów – działało bardzo opieszale. Niezwykle często w trudnych sprawach zamiast decyzji wydawało opinie z czym nie można było już nic zrobić – decyzję można zaskarżyć, opinię nie. Wydaje mi się, że przede wszystkim musi być tu wola ze strony ministerstwa i wola ze strony środowiska akademickiego. Bez tego niczego nie zmienimy.

Wracając do „Gangsterów”. Jak przebiegał proces pracy nad książką i promocja po jej wydaniu?

- Myślałam, że jak napiszę książkę, zostanie zrecenzowana i oddana do druku to będzie koniec. Można śledzić czy się sprzedaje czy nie – tym z reguły zajmuje się wydawnictwo. Okazuje się, że znaleźć wydawcę to nie taka prosta sprawa. Gdy już się udało myślałam, że będzie koniec, koniec mojego wysiłku. Tak nie było. To był początek drugiej połowy…

Rynek książki jest trudny, jednak myślę sobie, że jeśli zmieści się na półkach 2 mln książek, to jedna książka dodatkowo również.

Czy ma Pani pomysł na kolejną książkę?

- Znajomi pytają mnie czy będą „Gangsterzy część II”. Żeby pisać muszę mieć w głowie pewien pomysł, a najlepiej jeszcze jak on jest nie tylko w głowie, ale w emocjach, które mobilizują mnie do działania. Jak już będę miała w sobie taki niepokój to wtedy usiądę i napiszę książkę. Może mówię to dlatego, że w taki sposób napisałam pierwszą. Hrabal kiedyś powiedział, że napisał „Obsługiwałem angielskiego króla” w 18 dni bo usłyszał opowieść, która tak rozrosła się w jego wyobraź i była tak fantastyczna, że usiadł i po prostu napisał. Chciałabym usłyszeć, albo przeżyć tak fantastyczną rzecz by w ciągu 18 dni napisać książkę.

Wiem, że autorzy mają problem z rekomendacją swoich dzieł. Może jednak pokusi się Pani o kilka słów zachęcających do przeczytania „Gangsterów.rp”?

- To jest trudne pytanie. Trudno mi mówić o własnej książce. To jest tak, że gdy pisze się książkę to robi się to emocjami. Są pisarze, którzy mają na tyle wyrobiony warsztat, że traktują to jako pracę – siedzą 4-5 godzin dziennie przed komputerem i po prostu piszą. Natomiast dla mnie to był zupełnie inny rodzaj pracy. Pisałam ją trochę emocjami, niepokojem, chęcią opowiedzenia o tym co się dzieje. Kiedy została napisana poczułam ulgę.

Nie potrafię się zareklamować. Wspominałam wcześniej, że gdy miałam problem z mówieniem o tej książce – chciałam po prostu powiedzieć: proszę przeczytać, tam wszystko jest – z pomocą przychodzili mi czytelnicy, którzy sami mi opowiadali, co w niej wyczytali. Podzieliłam ich na trzy grupy. Pierwszą byli ci, którzy uważali tę książkę za kryminał, choć taki nie do końca, napisany lekkim piórem – kryminał, który czyta się w jeden wieczór. Druga grupa to ci czytelnicy, którzy uważali, że ta książka zawiera w sobie duży ładunek problemów szkolnictwa wyższego i bardzo dobrze, że o tym powiedziałam. Trzecia grupa to ci, którzy się na mnie obrazili - to też dobrze, bo to znaczy to, że wywołuje emocje. Gdy tak mówiłam o trzech grupach czytelników podszedł do mnie mój były student i powiedział, że on jest czwartą grupą – dla niego ta książka od początku do końca była śmieszna i kiedy ją czytał to się przez cały czas śmiał nawet w nocy i musiał iść do drugiego pokoju, bo żona wyrzuciła go z łóżka. Chociaż był studentem i zetknął się z różnymi problemami szkolnictwa, to, jest ona dla niego tylko książką w której jest dużo humoru. No i bardzo dobrze. Też się z tego bardzo cieszę.

Właśnie może to jest powodem, dla którego warto przeczytać tę książkę. Wywołuje mnóstwo emocji, każdy może poczuć coś innego. Niech to będzie rekomendacją. Polecamy książkę „Gangsterzy.rp” i dziękujemy za rozmowę.


Już niebawem na Portalu CHOJNOW.PL konkurs, w którym do wygrania będą trzy egzemplarze książki „Gangsterzy.rp” z autografem Doroty Struskiej!



Książka Gangsterzy.rp wpisuje się w nurt zarówno kryminału jak i powieści uniwersyteckiej. Opowiada o pewnej wyższej uczelni - Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Wszelakich, w mieście gdzieś w Polsce, nie pada nazwa miasta.

W obliczu zbliżających się wyborów na funkcję rektora, w szkole zostaje zamordowany profesor Pieliszek – jeden z faworytów. Akcja toczy się wokół poszukiwania zabójcy, którego za wszelką cenę jako pierwsza pragnie odkryć jedna z pracownic mgr Katarzyna Panna, w związku z czym prowadzi swoje prywatne śledztwo. Głównym podejrzanym jest najpierw Szczepan Ciężar dotychczasowy kanclerz szkoły- któremu bardzo zależy na tym, żeby wybrać kandydata, którego on wskaże. Potem podejrzenie pada na prorektor Gertrudę Wąsik, której również zleży na tym aby zostać przy władzy (bardzo chce zostać wybrana na drugą kadencję, która tak naprawdę będzie już jej czwartą kadencją) i prowadzi swoją prywatną, niezdarną grę.

W opozycji jest grupa uczciwych profesorów i doktorów, którzy chcą, aby rektor był wybrany zgodnie z prawem. Wiadomo, że kanclerz ma swojego kandydata, tylko nie ujawnia do końca, kto nim jest.

Narratorem opowieści jest naiwny i niedostosowany do życia Tomasz-doktor nauk humanistycznych po pięćdziesiątce, który po rozwodzie z żoną wrócił do rodzinnego domu do wisi, położonej pod miastem, w którym znajduje się szkoła. Zakochuje się w młodej dziewczynie, która do niego przychodzi-jest to córka jego kolegi z czasów szkolnych. Początkowo spotyka się z nią tylko dla seksu, potem jednak się w niej zakochuje.

Tomasz jest też kolegą kanclerza Ciężara i nie wie, po której stronie ma się opowiedzieć: władzy-która proponuje mu duże pieniądze, które są mu bardzo potrzebne, czy uczciwej opozycji, która ma swój alternatywny plan.

Na tle wydarzeń pokazane są w krzywym zwierciadle z bardzo dużym humorem prawdziwe mechanizmy sprawowania władzy polskim szkolnictwie: zależności, układy, intrygi, powielanie własnych prac, zarządzanie pieniędzmi itp. [za dorotastruska.pl]



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.