Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English


A w górach… (cz. 2)

Autor Jerzy Kucharski
Data utworzenia: 26 wrzesień 2013, 12:24 Wszystkich komentarzy: 3


A w górach… (cz. 2)

Fajnie, że jesteście. Choć często odnoszę wrażenie, że nikt tego nie czyta. No, poza Legniczanką, którą pozdrawiam. A, jest Pani. To fajnie.

Jesteśmy na szczycie Śnieżki na wysokości… No!? Na jakiej wysokości? Ci co są na Sneżce, to będą na 1602,3 m n.p.m. Będąc na tym samym szczycie po naszej stronie, będziemy niżej, gdyż Śnieżka ma wysokość 1601,5 m n.p.m. Znalazłem w swoich zbiorach mapę z 1936 r. wydaną przez Wojskowy Instytut Geograficzny, na której to Śnieżka ma 1603 m n.p.m. Skąd te rozbieżności? Swego czasu przyjęto liczyć długość geograficzną od jednego południka zerowego przechodzącego przez środek lunety w obserwatorium w Greenwich. Problem rozwiązany, bo jest tylko jedno zero. Nasze zero na poziomie morza jest liczone od poziomu morza w Kronsztadzie na wyspie Kotlin niedaleko Petersburga. W zachodniej Europie zero jest liczone od zera w Amsterdamie. Jest też zero w Triestie i Marsylii. Są jeszcze przypływy i odpływy. Ewentualne przeliczanie, dodawanie lub odejmowanie tego wszystkiego, to koszmar. Dlatego też będę trzymał się jednej wersji, która niech będzie wyrazem zawarcia konsensusu między bratnimi narodami, Czechami a Polakami, albo Polakami i Czechami, że Sneżko-Śnieżka ma 1602 m n.p.m.


Jak już jestem przy wysokości, to chciałbym jeszcze wspomnieć o mapach. Polecam tylko dwie wykonane na bazie wojskowych map topograficznych w skali 1:25000. Czeska to: Karkonose Vychod i Karkonose Ost. Nasza to: Karkonosze, mapa topograficzno – turystyczna wydana przez „Czasopisma Wojskowe”. Z tymi mapami można wędrować.

Prywatnie nie przepadam za Śnieżką. Nie czuć tu gór. Tłok. Poza tym schronisko nie ma tej atmosfery co stare schroniska. Dlatego wolę drewnianą ławkę i stół przed schroniskiem, gdzie można nawiązać ciekawe znajomość i pogadać z podobnymi do siebie. Zauważyliście, że herbata lepiej smakuje w podmuchach wiatru. Nawet gryz chłodnej kanapki jest wyśmienity z widokiem na spłaszczenie Równi pod Śnieżką lub Kocioł Łomniczki.

Niemniej jednak jest taki krótki okres czasu kiedy Śnieżka jest bardzo sympatyczna. To „martwy sezon”. Pogoda bywa fatalna. Wyciąg jest nieczynny. Dzień krótki. Góry wówczas są najsympatyczniejsze. Wędrując można usłyszeć nawet swoje myśli. Można przez przypadek kogoś spotkać.

Kucharski!!! Koniec tego gadania i czas przejść do konkretów.

Śnieżkę nie zawsze kojarzono ze śniegiem. Nazywano ją: Monts Giganteus (Szczyt Gór Olbrzymich), Riesenkoppe, Riesenberg (Olbrzymi Szczyt, Olbrzymia Góra), Schneekoppe (Śnieżny Szczyt), Sneżka i Śnieżka. Skąd te olbrzymy. Góry Olbrzymie to stara nazwa Karkonoszy.

Pierwszym, który zdobył Śnieżkę, a którego odnotowały kroniki, był czeski mieszczanin z Benatek nad Jizerou. Miało to miejsce w 1456 r. Ciekawostką niech będzie to, że pierwsze wycieczki szkolne (!) na Śnieżkę odbyły się w latach 1564 – 1566. Organizował je rektor jeleniogórskiej szkoły w dniu świętego Jana. Musiały być to fantastyczne imprezy. Proszę pamiętać, że nie było schronisk. Szlaki turystyczne? Uczestnicy tych wypraw korzystali ze ścieżek wydeptanych przez nieliczną ludność zamieszkującą te tereny.

Śnieżka stawała się coraz bardziej atrakcyjna. Prawa do niej rościł hrabia Wallenstein, hrabiostwo Harrachowie i hrabia Schaffgotsch. Ten ostatni wpadł na bardzo chytry pomysł. Postanowił wybudować kaplicę i tym samy udokumentować prawa do szczytu. Kaplica św. Wawrzyńca została ukończona w 1681 r., a opiekę nad nią przejęli cystersi z Cieplic Śląskich. Kaplica, której fundatorem był Christoph Leopold Schaffgotsch stoi na szczycie do dzisiaj. Kaplica została poświęcona 10 sierpnia 1681 r. przez opata Bernarda Rosę z Krzeszowa.

Z kaplicą wiąże się jeszcze jedna historia. Schaffgotschowie popadli w niełaskę u samego cesarza, który skonfiskował ich majątek i sprzedał Czerninom z Czech. W 1649 r. Christoph Leopold Schaffgosch odzyskuje majątek. Wówczas zapadła decyzja o budowie kaplicy. W Białym Jarze drwale zaczęli nawet ścinać drzewa. Doszło wówczas do konfliktu z leśniczym Humprechta Czerniny. Sprawa zakończyła się w sądzie, a wyrok zapadł po dwunastu latach. To nie koniec kłopotów. Choć zawarto umowę z mistrzem murarskim z Gryfowa Bartłomiejem Nantwigiem, to trzeba było jeszcze czternastu lat by kaplica została oddana do użytku.

Kaplica jest założona na rzucie koła o średnicy 7 m i przykrywa ją namiotowy dach pokryty gontem. Również i ściany oszalowane są gontem. Kaplica ma 14 m wysokości. Przez krótki okres w swojej historii kaplica pełniła funkcję schroniska. Miało to miejsce w latach 1824 – 1854.

Barokowy ołtarz św. Anny został przeniesiony do kaplicy św. Anny przy Dobrym Źródle w Sosnówce. W przedsionku znajduje się epitafium z 1828 r., upamiętniający zaginięcie na torfowiskach Równi pod Śnieżką, Jana Pieniążka – Odrowąża. Drugą tablicę ufundowali przewodnicy z okazji 300 – lecia poświęcenia kaplicy. Uroczystość odbyła się 10 sierpnia 1981 r. W dniu św. Wawrzyńca, który przypada 8 sierpnia, odbywają się tu nabożeństwo.

Od 1824 r. zaczęto wykładać w kaplicy księgę pamiątkową, przeniesioną ze Strzechy Akademickiej. Księgę tą nazwano, Księgą Śnieżki. Z księgą tą związane są pierwsze pomiary i obserwacje pogody.

Jednak w początkowym okresie kaplica przyciągała tu licznych wiernych. 30 czerwca 1711 r. w nabożeństwie uczestniczyło około 800 osób. Do 1794 r. odprawiano tu pięć razy do roku nabożeństwa. Potem nabożeństwa odbywały się rzadziej.

Popularność Śnieżki nigdy nie malała. Wielu kuracjuszy z Cieplic obierało sobie za punkt honoru zdobycie szczytu. Jednym z nich, w sierpniu 1800 r., był przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, John Adams.

Dzisiaj my.

Pierwsze schronisko powstało tu bardzo późno, bo dopiero w 1850 r. Wybudował je Fryderyk Somer po stronie śląskiej, czyli po naszej. W 1857 r. schronisko spłonęło. W 1862 r. płonęło ponownie. Naprawa po pożarze trwała bardzo krótko, bo już w tym samym roku schronisko oferowało 60 miejsc noclegowych. Powstała tu również najwyżej położona w Prusach placówka pocztowa. Od 1873 r. można było ze Śnieżki wysłać widokówkę (!). Przewodniki nie podają kto wysłał pierwszą widokówkę ze Śnieżki. Jedno jest pewne, że była to pierwsza widokówka na świecie. Od 1875 r. można było na widokówkach przybić okolicznościowy stempel.

Po stronie czeskiej też wybudowano schronisko. Działało ono od 1868 r.

Kolejną inwestycją była Droga Jubileuszowa wybudowana w latach 1904 -1905. Uwaga! Zimą bywa zamknięta. W 1949 r. po stronie czeskiej wybudowano kolejkę linową na szczyt. Po naszej stronie kolejka na Kopę została oddana do użytku w 1959 r. Były także plany wybudowania kolejki zębatej na szczyt. Może i by doszło do tego pod koniec XIX wieku, ale ów pomysł spotkał się z dezaprobatą ze strony Schaffgotschów.

Stare schronisko zostało rozebrane. Pamiętam je z mojego pierwszego wejścia na szczyt. Z mgły wyłaniały się resztki dawnej budowli tętniącej gwarem turystów. Mgła, wiatr i granica przyjaźni między bratnimi narodami, którą się każdy bał przekroczyć, bo straż graniczna miała prawo każdego zaaresztować. Za co? Chociażby za próbę kupienia czeskiego cukierka.

Nowe schronisko zostało wybudowane w latach 1967 – 1976. Nowa budowla przypominała 3 latające spodki, które wylądowały na szczycie. Nie odleciały, choć chciały.


Pierwszy raz zobaczyłem Śnieżkę za piątym razem jak byłem na szczycie. Żarty? Nie. Taka jest jej aura. Taka bywa tu pogoda. Wspomniałem, że pierwsze obserwacje pogody były odnotowywane w Księdze Śnieżki. Stałe pomiary były prowadzone już od 1880 r. natomiast pierwsze obserwatorium zostało uruchomione 5 lipca 1900 r. Była to wieża o konstrukcji drewnianej i wysokości 18 m. Obserwatorium to miało piorunochrony o długości ponad pół kilometra. Miało też liny zabezpieczające wieżę przed zdmuchnięcie ze szczytu. Podczas wojny obserwatorium pracowało dla potrzeb Luftwaffe. Śnieżka był też zaminowana, gdyż Niemcy chcieli zniszczyć wszystko to co znajdowało się na szczycie. Zaprzyjaźniony bratni naród Czeski chciał w 1945 r. siłą zająć obserwatorium na Śnieżce. Nie udało im się to.

Obserwatorium to istniało do 1990 r. Nowe obserwatorium znalazło nową siedzibę w górnych spodkach nowego schroniska. Tego nie podają żadne przewodniki. Przez pewien czas funkcjonowały dwa obserwatoria meteorologiczne na Śnieżce. Powód banalny. Meteorolodzy musieli dokonać porównania danych ze starego obserwatorium z danymi z nowego. Jak sobie przypominam, to różnica temperatur dochodziła do 0,2 stopnia.

Jeśli ktoś wejdzie na Śnieżkę przy bezchmurnym niebie i bezwietrznej pogodzie, to niech wie, że jest szczęściarzem. Uwaga!!! Pięć dni pogodnych zdarza się w październiku. Około 290 dni w roku bywa z mgłą. Ponad 170 dni w roku jest pochmurnych. Przez ponad 200 dni w roku wieją tu wiatry przekraczające 15 metrów na sekundę. Fajnie.

Jest jeszcze jedna rzecz, o które nigdzie nie przeczytacie. Na Śnieżce „pada” deszcz do góry. To już przesada! Nie. To zjawisko zaobserwował Witek Gorączko z obserwatorium na Szrenicy. Dzięki temu w 1997 r. Jelenia Góra przystąpiła do akcji przeciwpowodziowej z delikatnym opóźnieniem. Zjawisko to zachodzi przy bardzo silnych wiatrach. Wiatr uderzając o ścianę Śnieżki podrywa krople wody do góry. Dzięki temu wyniki pomiaru padów deszczu na szczycie są nieadekwatne do faktycznego opadu deszczu. Szrenicki ogródek meteorologiczny znajdował się na spłaszczeniu pod szczytem i dzięki temu notowane tu opady odpowiadały faktycznym opadom deszczu.

A! Ta puszka, to czeska poczta. Jak ty potraktowałeś czeską pocztę?!

Czas zejść.

Zejdziemy ścieżką wybudowana w 1852 r. Wbrew pozorom ścieżka ta nie jest łatwą drogą do pokonania. Miliony stóp zrobiło swoje, a szorstki granit został wypolerowany i stanowi fantastyczną pułapkę. Wystarczy trochę wody, lodu lub śniegu i można „polecieć”. Zawsze podziwiałem skaczące „wydmuszki bezmózgowe”. Wiedzie wyciągiem jeden z drugim i …

W połowie drogi warto wejść na punkt widokowy. To stąd można zobaczyć drugie oblicze Śnieżki. Gdyby zlodowacenie potrwało trochę dłużej, to lodowiec wypełniający Obri Dul skonsumowałby całą szczytową część masywu Śnieżki. Stało się inaczej, ale co odgryzł, to odgryzł. Długość tego lodowca przekraczała 4 km. Jęzor jego spływał do 810 m n.p.m. Zainteresowanym mogę powiedzieć, że ściany karu lodowcowego dochodzą do 600 m.

Na pierwszy rzut oka masyw Śnieżki jest pozbawiony roślinności. To tylko złudzenie. Głazy pokrywa żółty porost (wzorzec geograficzny). Można tu spotkać rośliny odporne na niskie temperatury i silne wiatry. Należą do nich: pierwiosnka maleńka, sasanka alpejska, jarzębie alpejski i endemiczny dzwonek karkonoski.

Zbliżamy się do podnóża Śnieżki. Kolejne ciekawe miejsce, które nikogo, może prawie nikogo, nie interesuje. U podnóża Śnieżki mijamy strefę kontaktu granitu z hornfelsytami, z których zbudowany jest szczyt. Kiedyś, to znaczy w erze paleozoicznej, dokładniej w karbonie, znajdowalibyśmy się parę kilometrów pod ziemią. Tu doszło do kontaktu magmy ze skałami starszymi, które pod wpływem wysokiej temperatury przekształciły się owe hornfelsyty. Geologicznie jesteśmy już w granitach, z których zbudowane są Karkonosze i Góry Izerskie.

Wejdźmy do Domu Śląskiego i coś zjedzmy. Polecam bigos, choć sam go nie zamawiam. Powód jest banalny. Pierwszy raz na Śnieżce byłem pięćdziesiąt lat temu. Pogoda była fatalna. Lało od Odrodzenia. Do tego mgła i wiatr. Po zdobyciu Śnieżki weszliśmy do Domu Śląskiego. Ciepło i sucho. Sylwek, czyli mój tata, zamówił bigos. Co to był za bigos. Zjadłem dwie porcje, a jego smak czuję do dnia dzisiejszego. Dlatego nie jem tu bigosu, bo mógłbym popsuć sobie smak tamtego. Ponoć jest też dobry. Każdy łażący po górach na taką mapę smaków. Golonka w Stroniu. Kolacje w chatce pod Śnieżnikiem. Najdłuższa kolacja trwała tam tylko dziesięć godzin. Zabrakło trzech godzin, a kolacja stałaby się śniadaniem. Albo rosołki z „żyletkami” w Wojtku w Szklarskiej.

W XVII wieku postawiono tu budę, która służyła jako schronienie dla drwali i pasterzy. Pierwsze schronisko powstało tu dopiero 1847 r. Miało ono konkurować ze schroniskiem, które znajdowało się naprzeciwko, ale już po habsburskiej stronie, Riesenbaude (Obri bouda). W 1888 r. schronisko to spłonęło. Podejrzewano, że sprawcą pożaru był Reinard Schul, właściciel konkurencyjnego schroniska. W 1904 r. powstaje nowe. W latach 1921 – 1922 powstaje już trzeci obiekt w tym miejscu, który przetrwał do dnia dzisiejszego.

Po wojnie, tej drugiej, schronisko nosiło nazwy: Pod Śnieżką, Na Równi pod Śnieżką, Dom Śląski.

Od listopada 1950 r. w schronisku znajdowała się strażnica WOP, a następnie straży granicznej. Dopiero od lipca 2005 r. straż graniczna opuściła budynek i schronisko ponownie opanowali turyści.

Tę informację przeznaczam dla ekologów. Pierwsza i ostatnia turbina wiatrowa o mocy 100 kW została tu uruchomiona w 1924 r. Przetrwała tylko parę miesięcy, gdyż w styczniu 1925 już było po niej. Wiatr, śnieg, szadź zrobiły swoje.

Dalsza trasa będzie nas wiodła jedną z najbardziej malowniczych dolin Karkonoszy, Doliną Łmniczki. Biegnie tędy czerwony szlak turystyczny, a zima przychodzi tu nawet w październiku. Musimy się spieszyć, bo ścieżka ta jest zimą niedostępna dla turystów. Łomniczka była i jest terenem, gdzie często zimą schodzą lawiny śnieżne. Czasami schodzą również lawiny błota wymieszanego z granitową zwietrzeliną. Tak bywa po ulewnych deszczach. O ruchach gruntu świadczą liczne haki zboczowe tworzące się u podstawy pnia drzew tam rosnących. Jeśli materiał zsuwa się dość szybko, to pień się pochyla. Jeśli proces zachodzi wolniej, to pień utrzymuje pion. Tak można zobaczyć co dzieje się pod ziemią.

Z doliną Łomniczki geomorfolodzy maja kłopot. Dolina polodowcowa, czy niwalna? Przysłowiowy pies jest pochowany w morenie. A tu moren bocznych brak.

Chcąc wyjaśnić jaka różnica jest między doliną polodowcową a niwalną, muszę się zatrzymać. Dolina polodowcowa powstaje pod lodowcem. Lodowcem jest taki twór, gdzie śnieg przeobraża się w lód lodowcowy, który pod wpływem nacisku spływa i niszczy podłoże. Dolina niwalna powstaje dzięki erozji wody wypływającej z płata śniegu, w którym to śnieg nie przekształcił się w lód lodowcowy. No i najważniejsze. Dolina polodowcowa jest zazwyczaj zamknięta ryglem skalnym lub morenami recesyjnymi. I tu to wszystko jest rozmyte.

Ścieżka zbiega zakosami w dół. Po drodze mijamy Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór. Nie jest to cmentarz, bardziej pomnik. Wznosi się tu metalowy krzyż z napisem „Ofiarom gór”. Na tablicy poniżej krzyża jest napis: „Żyli w górach – w górach pozostali”. Krzyż został tu postawiony 22 października 1985 r. Natomiast uroczyste otwarcie cmentarza nastąpiło 10 sierpnia 1986 r.

Martwy ku pamięci, żywym ku przestrodze. Większość z nich zginęła dużo wyżej niż my jesteśmy. To tylko 1300 m n.p.m. Niemniej jednak warto pamiętać, że jesteśmy w górach.

Zbliżamy się do dna kotła Łomniczki. Rozpościera się stąd najpiękniejszy widok na gołoborze północnego stoku Śnieżki. To pamiątka po epoce lodowcowej. Wnet i mostek nad kaskadą Łomniczki. Łomniczka bierze początek na Równi pod Śnieżką na wysokości 1402 m n.p.m. Wpływając w obręb kotła tworzy kaskadę o długości ponad 300 metrów. Kaskadę tą nalepiej widać ze Śnieżki.


W miejscu, w którym się znajdujemy, w 1901 r. rozpoczęto prace nad budową schroniska. Schronisko to było jedynym schroniskiem w Karkonoszach, które nie spłonęło. Nie ma go, bo 31 marca 1902 r. zniszczyła go lawina gruzowo – błotna. Reszki po schronisku znajdywano 700 m niżej. Natomiast tor samej lawiny był długi na 2 km.

Docieramy do pierwszych świerków. Niebawem dotrzemy do schroniska nad Łomniczką.

Początkowo był tu szałas myśliwski, który około 1890 r. został przekształcony w gospodę. Właścicielem gospody był Michael Melz z Mysłakowic. To od niego kocioł Łomniczki był nazywany Melcerowym Dołem.

Po wojnie schronisko miało swoje wzloty i upadki. Latem odwiedzane częściej, natomiast zimą rzadziej, gdyż szlak przez kocioł Łomnicznki jest zamknięty z powodu zagrożenia lawinowego.

Z lawinami nie ma żartów i nie warto ryzykować, gdyż narażamy samych siebie i tych którzy wyrusza nam na ratunek. Co wywołuje lawinę? Wszystko. Odrzutowiec przekraczający barierę dźwięku, nawoływania się, tupot nóg, podcięcie płata śniegu przez wędrującą grupę „turystów’. Ratunek przed lawiną jest jeden. Zawrócić, gdy na swej trasie ujrzycie żółto – czarną tablicę z ostrzeżeniem o zagrożeniu lawinowym.

Przy schronisku czerwony szlak skręca w lewo. My powędrujemy w dół, żółtym szlakiem nad Łomnicką. Po przejściu około 2 km będziemy musieli skręcić w prawo da Betonowy Most nad Łomnicką. Uwaga!!! Rozlatuje się. Co? Most! Rozpada się tak od niepamiętnych czasów. No, ale co zrobić jak nasz samochód zostawiliśmy w Wilczej Porębie. Każdy zrobi to, co zrobi. Może inaczej. Zastosuję skrót myślowy. Za mostem w lewo i po przejściu około pół kilometra jesteśmy w Wilczej Porębie.

Miło było z Wami wędrować.


Jerzy Kucharski



Komentarze

Kilka pytan - "rosołki z „żyletkami” w Wojtku" - czym sa wspomniane zyletki? No i gdzie mozna znalezc zdjecie - o ile mozna - deszczu padajacego do gory. Pozdrawiam panie profesorze!
zgłoś komentarz
Aha, poza legniczanka jestem tez ja.
zgłoś komentarz
Cyba zacznę sprawdzać listę obecności. Ten rosół nie był z żyletkami, tylko pikantny. Dlaczego faszerowałem wszystkich tym rosołkiem? To wynikało z medycyny chińskiej. Zmęczony organizm trzeba rozgrzać. Uczestnicy wycieczek często popełniają błąd pijąc zimny napój, bo jest im gorąco. Zimny posiłek zabiera ciepło, którego zmęczony organizm nie może nam zapewnić. Błędne koło i choroby.
Miło dowiedzieć się, że ktoś to czyta. Ten profesor też miły, tylko że mam teraz ubaw kim jest ubaf. Pozdrawiam ubaf, a pozostałym też życzę miłego dnia. Jerzy Kucharski
zgłoś komentarz

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.