Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English


Wędrówki z Panem Jurkiem. 26 kwietnia 1428 r.

Autor Jerzy Kucharski
Data utworzenia: 25 kwiecień 2014, 13:44 Wszystkich komentarzy: 5


Wędrówki z Panem Jurkiem. 26 kwietnia 1428 r.

Witam w Chojnowie. Szczególnie witam moich e-legnickich czytelników. Ostatnio obszczekał was pies ogrodnika? Jest niegroźny. Zaprosiłem was do Chojnowa i nie podałem powodu zaproszenia. I błąd. To chyba stało się powodem wysypu komentarzy. Trudno. Tym goręcej witam was w Chojnowie.

Jutro będzie 26 kwietnia. A może już jest? Wiem, że będzie, lecz nie wiem kiedy będziecie czytać ten tekst.

Sobota jak wiele innych sobót. Coś się wydarzyło ciekawego w Chojnowie? Nic się nie wydarzy. Mieszkańcy ruszą na zakupy. Dzień dobry pani Moniko. To ja poproszę… Kolejne dzień dobry w Biedronce. Jak co sobotę te same twarze. Potem rybny. Miłego dnia. No i pani Zosia. Proszę nie kroić.

Nie zaprosiłem was na zakupy. Nie! Zapraszam was na rynek. Już słyszę. Mylicie się i to bardzo. O rynku nie będę pisał. Rynek w Chojnowie jest polityczny. Gdy zadają mi pytanie w sprawie rynku, to proszę o inny zestaw pytań. Lubię granit, tylko w innej formie.

Stoimy pod wieżą chojnowskiego kościoła, obok krzyża. Nie ma tu nic szczególnego. Zwróćcie uwagę, że każdy przechodzi i idzie dalej. A jednak z jakiegoś powodu was tu zaprosiłem.

Gotowi?

Musimy się cofnąć w czasie i przenieść do południowych Czech. Jest rok 1370. Nikt w Europie nie wiedział jak data ta wpłynie na historię naszego kontynentu. W małej miejscowości na południu Czech w Husincu urodził się Jan Hus. Muszę dodać, że urodził się w rodzinie chłopskiej. W dzieciństwie był świadkiem wielu konfliktów między Czechami a napływającymi z Niemiec osadnikami. Odczuwalny był wpływ germanizacji i konkurencji ekonomicznej, którą wygrywali niemieccy osadnicy.

W 1390 roku Hus rozpoczyna studia na uniwersytecie w Pradze. Wówczas nie zdawał sobie sprawy z tego, że zostanie pierwszym czeskim rektorem tej uczelni. Nastąpi to w latach 1402 – 1403.

Na Husa przemożny wpływ wywarł John Wycliff. Był on za ograniczeniem bogactwa duchowieństwa. Przeciwny był również wewnętrznemu rozdarciu kościoła.

Hus stworzył własny program reform. Oparł go o obronę interesów narodowych i dzięki temu zyskał poparcie wśród mieszczan, chłopstwa i drobnego rycerstwa. Jego kazania wygłaszane w Kaplicy Betlejemskiej w Pradze przyciągały tłumy wiernych. Hus propagował czeskie a nie łacińskie nabożeństwa.

Hus był reformatorem i wielkim orędownikiem obrony języka czeskiego.

Rektor Hus. Dobra. Hus reformator języka czeskiego. No, niech będzie. Hus przywódcą duchowym. To już chyba wystarczy. Tak zaczęły się kłopoty Husa. Arcybiskup Zajica przestaje go popierać. Król Wacław nie chce angażować się w konflikty. Rzym wzywa Husa na proces, na który się nie stawia. Następstwem narastającego konfliktu było to, że musiał ostatecznie opuścić Pragę.

W 1414 r. antypapież Jan XXIII zwołał pod naciskiem króla Węgier i Niemiec Zygmunta Luksemburskiego sobór w Konstancji. Na sobór zaproszono również Husa. Zygmunt Luksemburski zapewnił mu nietykalność i bezpieczeństwo udzielając mu żelaznego listu.

Jan Hus bardzo obawiał się wyjazdu do Konstancji. Ostatecznie udał się tam w listopadzie 1414 r. Tu podstępnie został uwięziony. Uznano go za heretyka. Potem proces i 6 lipca 1415 r. Jan Hus spłonął na stosie.

Nie odnosicie wrażenia, że pomimo upływu sześciuset lat sprawa Husa jest tak bardzo współczesna. Te same trybiki, lęk przed nowym, nadmierna popularność, utrata władzy. Kiedyś było łatwiej. Heretyk! To znaczy kto? No, heretyk. To na stos. Dzisiaj wywlekanie brudów. Kto je wywleka? Ci najbardziej ubrudzeni. Sąd i proces trwający latami. Uniewinnienie. Odszkodowanie. Kto płci za to wszystko? Podatnik.

Stos dogasał, a swąd spalonego ciała rozszedł się po Europie. W Pradze wybucha powstanie, które staje się początkiem wojen husyckich. I tak docieramy do Chojnowa.

Nastał świt 26 kwietnia 1428 r. Przez Śląsk przetacza się kolejna husycka krucjata, która zmierzała pod Legnicę. Zbrojni z Chojnowa ruszyli do Legnicy. Miasto pozostawiono na pastwę losu.


Co było powodem ataku i rzezi mieszkańców Chojnowa? To pytanie zawsze mnie intrygowało. Kto lub co wywołało wściekłość wśród husytów. Przeżyło zaledwie piętnastu. Musiało być ich więcej. Najbardziej wprawni we władaniu bronią powstrzymywali atak na wieżę. Jeden lub zaledwie dwóch rozbijało stopnie klatki schodowej. Najgorzej było wybić pierwszy stopień. Pozostałem pod naporem uderzeń pękały już bardzo łatwo. Ich konstrukcja jest prosta. Jedna końcówka wpuszczona w mur, a druga tworzy z pozostałymi środkową kolumnę. Spiralnie skręcona, wąska klatka schodowa pozwala jednej osobie bronić dostępu na górę.


Nie wszystkim udało się dostać na wieżę. Połamane fragmenty schodów wymieszane były z ciałami tych, którzy chcieli dostać się do góry.

Dół był najprawdopodobniej broniony przez dwóch mieszczan. Trudniejsza sytuacja była na chórze. Tu ich musiało być więcej. Husyci zdawali sobie sprawę, że próba zdobycia wieży od strony chóru mogłaby być okupiona dużymi stratami. Wysoka drabina i jeden człowiek z drągiem na górze. To wystarczyłoby obrońcom.


Najsłabsi pognali na szczyt wieży. Stąd mogli obserwować co działo się w mieście. Co jakiś czas ktoś schodził z góry i informował o rozwoju sytuacji.

Było źle.

Husyci urządzili dla obrońców wieży spektakl na ołtarzu nowo budowanego kościoła. Nie mogąc zdobyć wieży wymordowali tu na ich oczach grupę mieszczan.


Nie wiadomo dlaczego część mieszkańców Chojnowa pognano pod furtę, która znajdowała się w południowej części miejskich umocnień. Furta ta znajdowała się na wysokości obecnej ul. Moniuszki, która przebiega na zapleczu Banku Spółdzielczego. Tam, gdzie kiedyś była piaskownica skoczni w dal na boisku Gimnazjum nr 2 znajdowała się furta. Co tu się wydarzyło? Obserwatorzy z wieży nie widzieli.




Husyci opuścili Chojnów. Za nimi pojawiły się ludzkie hieny. Grupka ocalałych mieszczan opuściła wieżę. Chcąc wyjść musieli usunąć wiele ciał. Brodząc we krwi wyszli na rynek. Ciszę przerywały utarczki ludzkich hien i skowyt psów.

Co stało się z tymi, których pognano pod furtę. Może darowano im życie? Nie. Leżały tu ciała pozbawione głów. Niektóre z nich potoczyły się do fosy.

Zapadła noc.

Tak minął 26 kwietnia 1428 r.

Szkoda, że klatka schodowa na wieżę chojnowskiego kościoła jest tak trudno dostępna. Rozbite stopnie pozostały do dnia dzisiejszego. Zastąpiono je drewnianymi. Mogli wstawić nowe, gdyż kościół był nadal w budowie. Nie zrobiono tego. Dlaczego? Może ku przestrodze dla potomnych. Może? Może z innego powodu.

To moja wersja wydarzeń. Może było trochę inaczej? Może?

Za dwa tygodnie wrócimy na szlak. Czas zejść ze Szrenicy.


Jerzy Kucharski



Komentarze

Jak głosi legenda, w czasie rzezi Chojnowian przez Husytów, mieszkająca na zamku w Chojnowie córka księcia Ruprechta(syna Henryka IX)Maria, wykorzystała całą sytuację żeby uciec z Chojnowa do zamku w Grodźcu do swojego ukochanego. Matka Marysi, księżna - szybko zmarła po porodzie córki. Książe Ruprecht,chłop na schwał, zaborczo kochał swoją córkę. Podobno ślub odbył się w Grodźcu, a Książę Ruprecht zmarł nie wybaczając córce ślubu z rycerzem Bożywojem. W każdym bądź razie legenda jest.
zgłoś komentarz
Dziękuję za informację. Tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że to fantastyczny materiał na scenariusz filmowy. Ona i on. Tatuś tyran. Źli Husyci. Rzeź mieszczan. Ucieczka z miasta i szczęśliwy finał. Może ktoś taki scenariusz napisze. Pozdrawiam i życzę miłego dnia. Jerzy Kucharski
zgłoś komentarz
Panie Jurku, słabo to brzmi jednak, mimo, że historia sama w sobie jest pasjonujaca. Ale jako scenariusz to do typowo romantycznej, polskiej komedii. Na potrzebny w tym przypadku rozmach w polskim kinie nie ma co liczyć. Szkoda psuć obraz wyobrazen.
zgłoś komentarz
Była juz taka historia i film. Ona i on. Córka marszałka Kerna i syn właścicieli frytkarni. Tatuś tyran, marszałek Kern i źli husyci, źli politycy. Ucieczka z miasta i szczęśliwy finał. Ale tylko pozornie.
zgłoś komentarz
Początek filmu. Płonie stos. Języki ognia. Najazd na twarz Jana Husa, który się modli i kona w płomieniach. Scena druga. Ciemna komnata, płonące świece i umierająca kobieta. Przy łożu mała, zapłakana dziewczynka i książę. Dwa pozornie nie związane z sobą wydarzenia. Mijają lata. Wkraczają Husyci. Rzeź. Ucieczka z miasta. Szczęśliwy finał. Pomieszałbym trochę. On zjawia się w Chojnowie przed atakiem Husytów. Ostrzega wszystkich. Nikt go nie słucha. Każdy jest przekonany, że idą na Legnicę. Atak. Uciekają do wieży. On ją tam wpycha. Broni dostępu. Ginie? Ona jest świadkiem wydarzeń. Na stosie ciał znajduje ukochanego. Sala kinowa płacze. Nad rynkiem zachodzi duże, czerwone Słońce. Miłego dnia. Jerzy Kucharski
zgłoś komentarz

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.