Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English


7 pytań do… położnej.

Autor admin
Data utworzenia: 26 czerwiec 2014, 09:23 Wszystkich komentarzy: 0


7 pytań do… położnej.

Olga – położna środowiskowa
Forma zatrudnienia: etat
Miasto, w którym pracuje: od 20000 do 39 999 mieszkańców

Portal: Jak to się stało, że zostałaś położną? Czy to było Twoim marzeniem, wiedziałaś od początku, że chcesz się tym zajmować czy przyszło z biegiem lat i stopniowym poznawaniem swoich preferencji?

Olga: Zdawałam do szkoły średniej pielęgniarskiej, ale za późno złożyłam papiery i niestety nic z tego nie wyszło. Wylądowałam w liceum ogólnokształcącym. Trwało ono wówczas 4 lata. W 3 klasie liceum zaczęłam się zastanawiać nad swoją drogą zawodową. Wiedziałam, że chcę robić coś związanego z medycyną. Nie myślałam jednak o studiach lekarskich. Podobał mi się zawód położnej. To bardzo odpowiedzialne zajęcie, mocno związane z życiem - od jego początków, w sensie ciąży, do narodzin dziecka. Położnictwo uważałam i nadal uważam za ważną, potrzebną i bardzo interesującą profesję.

Poza tym miałam szczęście spotkać na swojej drodze inspirującą, starszą kobietę, która była położną, z ukończoną szkołą lwowską. Pięknie mówiła o swoim zawodzie. Zrobiła na mnie wrażenie i mimowolnie pchnęła w kierunku położnictwa.


P: Na czym polega Twoja praca? Jakie są/były Twoje obowiązki?

O: Przez ponad 3 lata pracowałam na porodówce. To były 12-godzinne dyżury, od godz. 7.00 do godz. 19.00, okres wyżu demograficznego. Podczas jednego dyżuru mieliśmy od 5 do nawet 15 porodów, w tym cięcia cesarskie. Sporo się działo. Na porodówce opiekowałam się pacjentkami, przeprowadzałam badania, określałam natężenie akcji porodowej, odbierałam porody. Co ciekawe, kiedyś nie było wielu rzeczy, które teraz wydają się oczywiste np. wyspecjalizowanych urządzeń wykorzystywanych w diagnostyce - nie było USG, nie było urządzeń monitorujących tętno płodu. Miałam do swojej dyspozycji: słuchawki, zegarek z sekundnikiem i sama liczyłam tętno dziecka. Bardzo wiele zależało od mojej wiedzy, uczciwości zawodowej oraz intuicji.

Obecnie, pracując jako położna środowiskowa przede wszystkim opiekuję się matką i dzieckiem – podczas ciąży i po porodzie, do 6 tygodnia życia dziecka. Przygotowuję kobiety do macierzyństwa, doglądam maleństw i pomagam w pierwszych, często trudnych tygodniach po porodzie.

Dodatkowo zajmuję się promowaniem zachowań prozdrowotnych u rodziców, identyfikowaniem czynników ryzyka położniczego i ginekologicznego, edukacją w zakresie powrotu płodności po porodzie, zakażenia wirusem HIV i chorobami przenoszonymi drogą płciową.

W przypadku rodzin dysfunkcyjnych, środowisk patologicznych, w których znajdują się dzieci, których doglądam, zobowiązana jestem powiadamiać opiekę społeczną o sytuacji w domu. Na sygnał położnej MOPS przeprowadza szczegółowy wywiad środowiskowy, po którym podejmuje dalsze decyzje.


P: Co jest najprzyjemniejsze? Co daje Ci najwięcej radości i satysfakcji?

O: Jak wchodzę do domu młodych rodziców i czuję, że jestem oczekiwana, że jestem takim „dobrym duszkiem” rodziny, jak widzę, że ludzie mają do mnie zaufanie i otwarcie opowiadają o swoich problemach. Cudowne jest gdy np. wchodzę do nowego domu, otwiera mi przyszła babcia i mówi: „O matko! Jak fantastycznie. Pani odbierała moją Alinkę”, a teraz Alinka oczekuje własnego dziecka. Największą satysfakcję przynoszą właśnie te spotkania po latach, dobre i ciepłe relacje, które pozostają. Są dla mnie rodzajem pewnego potwierdzenia - że dobrze wykonuję swoją pracę, że jestem właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.


P: Co jest najtrudniejsze? Co sprawia Ci problem? Za czym w swojej pracy nie przepadasz? Czego wolałabyś uniknąć?

O: Gdy pracowałam na porodówce bardzo przeżywałam porody, które kończyły się śmiercią dziecka albo matki. Co prawda nie miałam w swoim życiu za wielu takich przypadków, ale się zdarzały. Trudne były dla mnie także wstrząsy penicylinowe pacjentek [dawniej podawano penicylinę po cięciach cesarskich – przyp. red.]. Dwukrotnie uczestniczyłam w ratowaniu życia kobiet ze wstrząsem anafilaktycznym. To było mocne doświadczenie. Na szczęście obie pacjentki przeżyły. Takich sytuacji tzn. utraty lub bezpośredniego zagrożenia życia, wolałabym jak najmniej.

Przeżywam także gdy odbiera się dzieci rodzinom dysfunkcyjnym. Bardzo staram się przekonać rodziców do zmiany swoich zachowań, próbuję nakłonić do dbania o swoje pociechy, daje z siebie absolutnie wszystko, ale to często nie przynosi pożądanych rezultatów. Poczucie winy, przegrana w starciu np. z nałogiem alkoholowym rodziców maleństwa, potrafi mnie przytłoczyć. Wiem jak bardzo ważna jest rodzina, bezwarunkowa miłość do rodziców. Prawdziwej matki nie zastąpi żadna instytucja, a nie każde dziecko ma tyle szczęścia by trafić do rodziny adopcyjnej. Odebranie dziecka rodzinie jest dla mnie czymś niezmiernie trudnym. Mam problem żeby zamknąć za sobą drzwi i nie myśleć o tym co się stało. Nie potrafię pogodzić się z faktem, że rodzice mogą nie cenić swoich pięknych, zdrowych dzieci, dopuścić do rozłąki z nimi.


P: Jakie cechy osobowości okazują się przydatne w Twojej profesji? Czy trzeba mieć jakieś konkretne predyspozycje żeby ją wykonywać?

O: Trzeba kochać ludzi, bardzo mocno szanować kobiety. Bycie położną to praca z człowiekiem, wchodzenie w intymny świat rodziny. Trzeba być otwartym na potrzeby innych, mieć w sobie pewną czułość, pragnienie niesienia pomocy, wykazywać się empatią, taktem, wzbudzać zaufanie, cierpliwie słuchać i tłumaczyć (nawet kilkukrotnie) dane zagadnienia.

Zawsze staram się bardzo uważnie słuchać swoich pacjentek. Nie bagatelizuję ich problemów. Wiem, że to co dla mnie jest oczywiste, dla nich jest czymś nowym, może stanowić nie lada problem/wyzwanie. Nigdy nie dałam odczuć pacjentce, że jej problemy są bagatelką. To również jest istotne.


P: Jak wygląda sytuacja na rynku pracy w Twojej branży?

O: Nie ma za wiele pracy. Obecnie w Polsce mamy niski przyrost naturalny. Nawet jeżeli pojawia się możliwość podjęcia zatrudnienia to warunki okazują sie mało atrakcyjne.

Ostatnio miałam okazję poznać trzy dziewczyny, które ukończyły studia wyższe, położnicze. Jedna wyjeżdża do Anglii, druga do Norwegii, trzecia do Niemiec. To chyba mówi samo za siebie.

We wspomnianych krajach położna ma zdecydowanie więcej możliwości by realizować swój potencjał, może działać samodzielnie, prowadzić ciążę we własnym gabinecie (o ile stan zdrowia nie wymaga interwencji ginekologicznej). No i zarobki są „o niebo” lepsze.

Polska rzeczywistość nie pozostawia złudzeń. Granice są otwarte, więc młode, zdolne i wykształcone kobiety wyjeżdżają.


P: A jak wyglądają warunki finansowe w naszym kraju?

O: Po 30 latach pracy położna otrzymuje ok. 3.000 zł brutto, 2.300 zł netto. Osoba z doświadczeniem, w dużym ośrodku szpitalnym, może otrzymać do 3.000 zł netto. Staż dla młodych, po studiach, to 1.500-1.800 zł netto (często z dyżurami nocnymi i pracą w święta).

Są to małe pieniądze jak za tak ciężką i odpowiedzialną pracę.


P: Bardzo Ci dziękujemy za udzielenie informacji.


O samej idei powstania cyklu "7 pytań do..." przeczytają Państwo pod adresem:„7 pytań do…” - wywiady z przedstawicielami różnych profesji.



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.