Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English

Czy zagadka wielkiej powodzi została rozwiązana. Powódź 1930 r.

Autor Jerzy Kucharski
Data utworzenia: 31 październik 2014, 15:32 Wszystkich komentarzy: 6


Czy zagadka wielkiej powodzi została rozwiązana. Powódź 1930 r.

Zbliżał się koniec października 1930 r. Nikt nie spodziewał się nadchodzącej wielkiej powodzi. Dotychczasowe powodzie w dolinie Skory wywołane były przez opady atmosferyczne, za sprawą których powstawały fale powodziowe o wysokości od 2 do 3 metrów. To taki swoisty standard. To co miało się stać pod koniec października 1930 roku, przejdzie wszelkie dotychczasowe wyobrażenie o stali tego zjawiska.

Przypadek sprawił, że wpadł mi w ręce artykuł o powodzi z 1977 r. Autor skupił się na Legnicy i Kaczawie. Znalazła się tam również informacja o powodzi z 1930 r. Okazało się, że fala powodziowa w Chojnowie osiągnęła niebywałą wysokość, bo aż 440 cm. Dane te potwierdziły moje wcześniejsze wyliczenia, które zrobiłem bazując na zdjęciu wykonanym w Chojnowie podczas tej powodzi. Do zdjęcia dotarłem natomiast przez przypadek w chojnowskim muzeum. Przyznam się, że wątpiłem w moje wyliczenia, gdyż wskazywały one na czterometrową falę powodziową.

Już nie przez przypadek dotarłem do archiwalnych danych ze stacji meteorologicznych w Miłkowie, Zielonej Górze, Legnicy i Wrocławia. Skorzystałem z pomocy kolegów ze studiów.

O jeszcze jednej rzeczy powinienem wspomnieć. W 1997 r. byłem koordynatorem akcji przeciwpowodziowej w Chojnowie. Wówczas to zaobserwowałem, że fala powodziowa potrzebuje od 7 do 8 godzin, aby dotrzeć z Zagrodna do Chojnowa. Prosta zależność. Tam się podnosi, to w Chojnowie się podniesie za około 7-8 godzin. Można również przewidzieć skutki, gdzie lub co podtopi albo zatopi w Chojnowie. Jeśli w Zagrodnie woda w Skorze opada, to w Chojnowie opadnie.

Podczas ostatniego większego wezbrania doszło do czegoś dziwnego. W Chojnowie woda podnosiła się, choć powinna opadać. Wyglądało to tak, jakby coś dolewało wody miedzy Zagrodnem a Chojnowem.

Przysłowiową kropką nad i była przypadkowa rozmowa z mieszkańcem Modlikowic. Jest tam most nad Skorą i owa rynna pod nim, z którą zawsze mamy kłopoty podczas kajakowych spływów. Nad brzegami są dwa budynki. Należałoby przypuszczać, że podczas powodzi budynki te powinny być podtopione lub zatopione. Okazuje się, że nie.



Idę o zakład, że mało kto zwrócił uwagę na to, że tu jest jeszcze jeden most i to nie nad Skorą, tylko jej dopływem. Jest nim Zimnik, który uchodzi do Skory dopiero w Jadwisinie. Od mostu w Modlikowicach do Jadwisina owe cieki wodne płyną równolegle.


Październik 1930 roku rozpoczął się deszczowo. Nie było to żadne zaskoczenie, gdyż nastała już jesień. Poza tym dobrze, że coś spadło, gdyż cały rok nie obfitował w opady. Z drugiej strony nikt nie spodziewał się większych opadów, gdyż październik zazwyczaj był najsuchszym miesiącem w roku.

Na Śnieżce spadł śnieg i temperatury spadły poniżej zera. To też nie było zaskoczeniem, gdyż Śnieżka należy do jednych z najchłodniejszych miejsc w tej części Europy.

Zaskoczenie miało dopiero nastąpić. Zamiast zimy nastało babie lato. Chłodne, mgliste poranki w miarę upływu dnia ustępowały miejsca wyższym temperaturom i błękitowi nieba.

Ciepło zrobiło się również w Karkonoszach. Pierwszy śnieg znikł całkowicie. W połowie miesiąca zanotowano na Śnieżce 15,20C (16 październik). Związane było to z napływem ciepłych mas powietrza z południowego-zachodu. W Kotlinie Jeleniogórskiej wystąpiło zjawisko inwersji termicznej. Polega to na tym, że w kotlinie zalega chłodne powietrze, i że wraz ze wzrostem wysokości temperatura nie maleje, lecz odwrotnie, wzrasta. Chcąc bardziej to obrazowo przedstawić, to dodać, że 15 i 16 października o godzinie 21 na Śnieżce odnotowano temperaturę przekraczającą aż 120C (12,60C). O tej samej godzinie w Kotlinie Jeleniogórskiej odnotowano 6,1 i 6,20C.

W październiku 1930 roku pogada była kształtowana przez masy powietrza z południowego-zachodu. Wiatry północno-zachodnie grzecznie czekały na swoje wejście w tym pogodowym spektaklu.

W trzeciej dekadzie października zrobiło się trochę chłodniej. Zwiastunem zmian było pojawienie się cirrusów. Są to chmury pierzaste, najwyższego piętra chmur, z których nie pada deszcz, chociażby z tego względu, że są one zbudowane z drobnych kryształków lodu.

Pogoda popsuła się 21 października. Spadł wówczas niewielki deszcz. Trochę bardziej padało 22. Spadło wówczas ponad 10 litrów wody na metr kwadratowy. Jedna to najgorsze miało dopiero nastąpić. Stało się to 25 października. Zmienił się wiatr. Od zachodu i północnego-zachodu nadciągały wilgotne i chłodne masy powietrza znad Atlantyku.

Deszcz zaczął padać z 25 na 26 października. Był to nieduży opad, który nieznacznie przekraczał 4 mm ( 4 l/m2). Następne dwa dni miały okazać się najgorsze.

Dane, do których dotarłem pochodzą ze stacji meteorologicznych w Mikołajowie i na Śnieżce. Są również dane z punktów pomiarowych w Legnicy i Zielonej Górze. W samym dorzeczu Skory lub Kaczawy nie było stacji meteorologicznych. Można jedynie teoretycznie założyć, że opady po nawietrznej stronie Gór i Pogórza Kaczawskiego były większe niż w Kotlinie Jeleniogórskiej, która w przypadku wiatrów północno-zachodnich i północnych leży po zawietrznej stronie.

W dniu 27 października na stacji w Mikołajowie zanotowano o godzinie 700 53,8 mm (53,8 l/m2) opadu deszczu. Następnego dnia zanotowano 71,3 mm (71,3 l/m2), a 29 października odnotowano zaledwie 8,9 mm (8,9 i/m2).

Wciągu dwu dni spadło 125,1 mm (125,1 l/m2). Przypuszczam, że w dorzeczu Skoru opad był większy i wahał się od 150 do 170 mm (150-170 l/m2). Dużo to i mało.

Pierwsza fala powodziowa była krótka i przypominała falę z 1997 r. Druga fala miała być już dłuższa i wyższa. To ona miała osiągnąć ponad 4 metry.

Tu muszę wyjaśnić pojęcie retencji powierzchniowej. Jest to magazynowanie wody. Większość z nas kojarzy to z jeziorami, stawami, sztucznymi zbiornikami. Mało kiedy kojarzymy to zjawisko z roślinnością. A przecież każdy z nas chował się przed deszczem pod drzewem. Deszcz padał, a pod drzewem nie. Woda gromadziła się na liściach. Po przekroczeniu zdolności magazynowania wody na blaszkach liści i pod drzewem zaczynało padać.

Tak stało się w dorzeczu Zimnika, z tą tylko różnicą, że był koniec października i owa zdolność magazynowania wody przez roślinność była ograniczona. Gdyby to stało się późną wiosną lub latem, to nie doszłoby do takiej powodzi. Roślinność zmagazynowałaby większą ilość wody i spowolniła spływ powierzchniowy.

W dorzeczu Zimnika przekroczona została zdolność magazynowania wody i powstała lokalna fala powodziowa. Nie była ona aż tak wielka. Niemniej jednak nałożyła się na falę powodziową na Skorzec przyczyniając się do powstania czterometrowej fali powodziowej.

Należy przypuszczać, że to zjawisko zachodzi przy tak zwanych trzydniówkach. Pierwszy i drugi dzień opadów wiąże się z magazynowaniem wody. Z drugiego na trzeciego dnia zdolność magazynowania wody staje się zerowa i następuje oddawanie wody oraz gwałtowny spływ powierzchniowy. To on wywołuje lokalną falę powodziową. Taka też powstała na Zimniku.

Z powodzi tej zachowało się jedno zdjęcie. Na podstawie tego zdjęcia wyliczyłem, że fala powodziowa miała wysokość około 400 cm. Później dotarłem do danych, według których fala ta miał wysokość 440 cm. Dane te potwierdziły moje wcześniejsze wyliczenia. Warto wiedzieć, że wysokość stanu wody w rzece podaje się według odczytów z łaty wodowskazowej. Zero łaty jest niżej niż dno rzeki w takim miejscu. Dlatego też można przyjąć, że wysokość fali wynosiła około 4 metrów.



Wody fali powodziowej dotarły w Chojnowie do budynku energetyki przy ul. Piotrowickiej. W rejonie ul. Wolności i Królowej Jadwigi woda dotarła aż pod Pl. Zamkowy, budynek Banku Spółdzielczego i sklep zoologiczny na ul. Konarskiego.

Na ul. Konarskiego woda dotarła najbliżej chojnowskiego rynku.



Woda opadła, a wraz z nią emocje mieszkańców.

Co dzisiaj stałoby się, gdyby doszło do takiej powodzi? Straty byłyby dużo większe. Poza tym w Chojnowie są dwa newralgiczne miejsca, które lokalnie spiętrzyłyby wodę. Pierwszy z nich jest Betonowy Most, który kiedyś miał konstrukcję ażurową. Owa konstrukcja pozwalała na swobodny przepływ wody podczas powodzi. Dzisiaj ten most stałby się tamą spiętrzająca wodę w rejonie ul. Złotoryjskiej i Wojska Polskiego. Dodatkowo kanał ulgi przy tym moście jest niedrożny.



Drugim takim miejscem jest most kolejowy na nieczynnej trasie z Chojnowa do Złotoryi. Most ten posiada trzy przepusty, z tą tylko poprawką, że dwa są niedrożne lub jak kto woli, jeden umożliwia przepływ wody. Podczas tak dużej powodzi most ten zachowałby się jak lejek, przez który chcemy przelać zbyt wiele cieczy. Most ten również doprowadziłby do lokalnego spiętrzenia wody w rejonie ul. Legnickiej i Żeromskiego.

To koniec historii jednego zdjęcia. Czy coś się zmieni, aby zapobiec takim powodzią? Najprawdopodobniej nic. Poza tym, …

Chciałem podziękować Prof. Krzysztofowi Migale i Piotrowi Ropuszańskiemu za pomoc w pozyskaniu archiwalnych danych ze stacji meteorologicznych i Michałowi za poszperanie w sieci.


Jerzy Kucharski


Komentarze

Co do powodzi z 1977 roku wydaje mi się, że jeszcze wyższy poziom Skora osiągnęła podczas powodzi latem na początku lat osiemdziesiątych, był to bodaj 1983 r., ale mogę się mylić...
zgłoś komentarz
W Chojnowie nie ma łaty wodowskazowej. Nikt nie gromadził danych. Fala powodziowa z 1930 r. jest udokumentowana. Prawdopodobnie w muzeum powinno być jeszcze dziewięć zdjęć z 1930 r. Mnie udało się dotrzeć tylko do jednego. Podejrzewam, że w prywatnych zbiorach są zdjęcia z 1977, 1997 r.
To, że nikt nie interesował się problemem powodzi zawdzięczam problemom, które musiałem rozwiązywać w 1997 r. będąc koordynatorem akcji przeciwpowodziowej. Najtrudniejszą decyzją była ta o zatopieniu parku. Przy drugiej fali wiedziałem już jak zachowa się Skora, gdyż dysponowałem prywatnymi danymi i obserwacjami, które zapisywałem na Betonowym Moście. Ktoś z tego skorzystał? Nikt, bo nikt nie chciał. Miłego dnia. Jerzy Kucharski
zgłoś komentarz
Bardzo ciekawy artykuł. Żal, że władze robią niewiele, aby zabezpieczyć miasto przed ewentualnymi skutkami powodzi, która, pewnie jeszcze nie raz będzie miała miejsce w naszym mieście. Pozdrowienia dla Pana Kucharskiego.
zgłoś komentarz
Jakbym nie był mieszkancem Chojnowa i czytal te komentarze o wladzy miasta to wyklarowalby mi sie obraz tak negatywny jak to tylko możliwe naszczescie wiem że te zabawne komentarze to typowa walka polityczna sympatyków tego portalu. CHOJNÓW.PL WSTYDza ta stronniczosc wstyd
zgłoś komentarz
Drogi Netoperku. Anglicy wybudowali wielką tamę na Tamizie. Powód? Groźba wielkiej powodzi raz na pięćdziesiąt lat. O czym chcesz dyskutować? Kanał ulgi przy Betonowym Moście jest drożny? Odkopali przepusty? To nie portal zamawia teksty. On je publikuje. Z rysunku widzę, że masz za krótkie nóżki do zrozumienia treści tego artykułu. Niemniej jednak cieszy mnie to, że go przeczytałeś. Nauka nie pójdzie w las. I to jest najważniejsze. Czego Netoperki się nie nauczą, to Batmanki nie będą umieć.
PS. A kto powinien dbać o miasto? Tylko mieszkańcy? Oni dbają i wkładają w to często własną kasę. Dlatego warto też, aby o nich pamiętano.
zgłoś komentarz
O ile pamietam, to łata wodowskazowa była kiedyś przy moście na ul. Wolności. Byc może nie była to klasyczna łata, ale była tam wymalowana miara do mierzenia poziomu wody. Szkoda, że nie można tu wrzucać zdjęć, to może bym coś odnalazł w archiwum.
zgłoś komentarz

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.