Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter nk
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English

Tczew żyje Ciechowskim, czyli odwiedziny chojnowskiego fana

Autor Piotr Misikiewicz
Data utworzenia: 30 sierpień 2017, 10:16 Wszystkich komentarzy: 0


Tczew żyje Ciechowskim, czyli odwiedziny chojnowskiego fana

Moje muzyczne wakacyjne podróże mają różne kolory - wśród nich są barwy czarno-białe. Wtajemniczeni doskonale wiedzą, że chodzi o twórczość Grzegorza Ciechowskiego i zespołu Republika. Rok po nagłej śmierci tego wybitnego artysty, czyli od 2002 roku, w jego rodzinnym Tczewie co roku, zawsze pod koniec sierpnia (w okolicach rocznicy jego urodzin) organizowany jest festiwal "In Memoriam".

Po złapaniu bakcyla uczestnictwa w toruńskich Dniach Białej Flagi przyszła ochota na coroczne odwiedziny ziemi kociewskiej. Od trzech lat jestem gościem tej imprezy. Przybycie takiego "zDolnego Ślązaka" zawsze budzi zaskoczenie. Nie inaczej było i w tym roku.

Podczas tego swoistego zlotu fanów widać, że młode pokolenie łaknie republikański dorobek. 16 edycja imprezy (jej drugi dzień) upłynął pod znakiem przeglądu młodych obiecujących zespołów. Mnie najbardziej interesowała Justyna Różewicz & AMAZING BAND z Wrocławia. Dzięki uśmiechowi losu miałem wstęp za kulisy. Poznałem wrocławian i trzymałem za nich kciuki. Zdobyli jedną z nagród - brawo! Grand Prix festiwalu zdobyło Black Radio, laureat "Must be the Music"; tym samym zagrają podczas przyszłorocznego DBF w Toruniu.

W tamtą pamiętną sobotę pani Aleksandra Krzemińska (starsza siostra Grzegorza Ciechowskiego) obchodziła urodziny. Cały amfiteatr odśpiewał pani Oli chóralne sto lat. Do życzeń spontanicznie dołączyłem prezent w postaci mojej płyty zespołu Reputacja pt. Reprodukcja.

W ferworze ogólnej zabawy każdy z każdym robił sobie okolicznościowe zdjęcia. Szczególnym wzięciem cieszyła się tzw. ławeczka Grzegorza. Na scenie Przemek Radziszewski, laureat telewizyjnych konkursów dał rewelacyjny występ z repertuarem Zbigniewa Wodeckiego. W tym samym czasie za kulisami wykonywałem misję z cyklu tych niemożliwych - chciałem poznać gwiazdę imprezy, którą była Kayah. Szczelnie chroniona, także mucha nie siada. Zbiegi okoliczności rodzą cuda. Mój kolejny prezent dla Kasi (tomik wierszy) zrobił na niej ogromne wrażenie. Jej reakcję będę długo wspominał.

Kayah & Royal String Quartet pokazał bardzo nostalgiczne i romantyczne oblicze. Nie było skocznych wibracji. Publiczność w amfiteatrze w skupieniu oddała się melancholii. W takim nastroju wieczorową porą opuszczałem Tczew. Czy za rok odwiedzę rodzinne strony Grzegorza Ciechowskiego? Lubię wracać tam gdzie chcę.



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.