"To przeciwnik powinien dopasowywać się do naszego stylu gry" - rozmowa z Mirosławem Draganem

Sezon piłkarski zakończony. W ubiegłym tygodniu przed jednym z treningów Czarnych Rokitki udało nam się porozmawiać z ich szkoleniowcem - Mirosławem Draganem, którzy przybliżył nam nieco plany związane z ekipą z naszej gminy. Co i w jaki sposób się zmieni? Zapraszamy do lektury.
- W naszej ostatniej rozmowie wspominał Pan o fakcie, że warto mocniej popracować jesienią, tak aby mieć spokojną wiosnę. Założenia zostały zrealizowane, bowiem Rokitki po zakończeniu obecnej rundy zajmują piątą lokatę. Czy jest Pan zadowolony z osiągniętego rezultatu?
- Przed rozpoczęciem sezonu pewnie cieszylibyśmy się z takiego wyniku. Ugraliśmy 25 punktów. Biorąc pod uwagę zmiany personalne, jakie zaszły w drużynie możemy być zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Musimy pamiętać, że Czarni zostali dosyć mocno osłabieni przed obecnym sezonem. Co prawda obecna zdobycz punktowa nie zapewnia nam utrzymania w klasie okręgowej, jednak pozwala nam na to, aby ta wiosna była nieco spokojniejsza.
- Przepracował Pan już z ekipą z Rokitek dłuższy okres czasu. Jak oceni Pan zmiany, jakie zaszły w tej drużynie?
- Zespół na pewno zrobił postępy. Miarą tego są zdobyte punkty, gdybyśmy porównali to analogicznie do okresu z ubiegłego roku wówczas Rokitki miały zaledwie trzynaście punktów. W tym roku niemalże podwoiliśmy te punkty. Dokładając do tego osłabienie zespołu o którym mówiłem wynik jest zadowalający. Czasami drużyna traci piłkarzy, którzy nie rzutują na obraz gry. Należy pamiętać, że Czarni zostali dosyć mocno osłabieni i to w dodatku podstawowymi piłkarzami. Odeszli Pater, Sierpina oraz Gołębiewski. Byli to piłkarze mało tego, że podstawowi, ale nadawali oni wyraz tej drużynie.
- Kogo brakuje Panu najbardziej z tej trójki?
- Każdego, bowiem każdy jest inny. Pater był dobrym obrońcom, "Gołąb" bardzo dobrym pomocnikiem skrajnym oraz Sierpina również pomocnik skrajny, chociaż mógł również grywać w środku. Moim zdaniem byli to piłkarze przewyższający swoimi umiejętnościami klasę okręgową. Posiliłbym się nawet o stwierdzenie, że gdyby intensywniej trenowali spokojnie mogliby się realizować w IV, a nawet III lidze.
- W tej rundzie piłkarze nie zawsze realizowali Pańskie założenia treningowe. W większości spotkań wydaje mi się, że mógł Pan być zadowolony z ich postawy. Jeśli mógłby Pan cofnąć się w czasie, co i w jakim spotkaniu by Pan zmienił?
- Trener ma zawsze ból głowy. Jeśli mamy dobry wynik to wydaje się, że "skroiliśmy ten garnitur właściwie". Mecz jest zawsze czymś oddzielnym niż trening. Czasami na zajęciach wydaje się, że wszystko funkcjonuje jak należy, a podczas najważniejszej rywalizacji coś jednak wychodzi nie tak. Naszym największym mankamentem jest brak rywalizacji na poszczególnych pozycjach. Mamy ośmiu czy dziewięciu zawodników, którzy mają zagwarantowane to, że zagrają w meczu choć nie za wszelką cenę. Rywalizacja opiera się na dwóch czy trzech miejscach w składzie. To jest niezdrowe dla zespołu. Powinno być co najmniej pięć, sześć miejsc o które zawodnicy się ubiegają. Wprowadziliśmy do zespołu młodych piłkarzy, co na pewno będzie procentowało na wiosnę, a na pewno w przyszłym sezonie.
- Jeszcze w ubiegłym sezonie na murawie widzieliśmy młodego Aleksandra Bernata, który pokazał, że ma spory potencjał. W tym sezonie czegoś mu zabrakło, a był piłkarzem podstawowym.
- Myślę, że trochę przeszacowaliśmy tego naszego Alusia. W ubiegłym sezonie pojawiał się on na murawie w samych końcówkach spotkań dając świetną zmianę. Przy dużej rywalizacji nie był on sobie w stanie wywalczyć miejsca w pierwszej jedenastce. Przed obecną rundą wydawało nam się, że Alek będzie podstawowym piłkarzem. Takie też szanse dostał, bowiem grał on w dziewięciu spotkaniach jako podstawowy zawodnik. Nie funkcjonowało to jak należy. Moim zdaniem brakuje mu jedynie predyspozycji fizycznych, które przyjdą z wiekiem. Pamiętajmy, że Alek nadal jest juniorem. W tej klasie rozgrywkowej gra oparta jest na wydolności fizycznej i walce, dlatego też mój piłkarz miał spore problemy. Przed sezonem byłem przekonany, że Alek już da radę, bowiem umiejętnościami on już jest zawodnikiem klasy okręgowej, ale oprócz umiejętności czysto piłkarskich potrzebna jest siła i wytrzymałość. Tą cechę nabywa się z wiekiem. Z niego będzie piłkarz, tylko my musimy na to cierpliwie czekać.
- Czy przed rozpoczęciem rundy wiosennej oczekuje pan od Zarządu pomocy w postaci sprowadzenia nowych zawodników?
- Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek mieliśmy takie plany - nie udało nam się. Na całe szczęście udało nam się zrobić tyle punktów. Zdobyte 25 punktów pozwoli nam spokojnie pracować wiosną. Na pewno musimy sprowadzić nowych piłkarzy do Rokitek w celu podwyższenia konkurencyjności na poszczególnych pozycjach. Jest to dobra mobilizacja do trenowania, bo z tym było różnie. Nie może być tak, że zawodnicy w poniedziałek wiedzą, że w sobotę prawdopodobnie będą grali. To jest niezdrowe dla drużyny.
- Jakie są Pańskie plany treningowe przed rozpoczęciem rundy wiosennej?
- Chciałbym trenować do samych świąt. Jest to niemożliwe. Zawodnicy są nieprzystosowani do tego. Najczęściej było tak, że kończy się runda i kończą się treningi. W tym roku tak nie będzie. Na pewno będziemy trenować co najmniej do dziesiątego grudnia. Nie mogę sobie pozwolić na to by piłkarze mieli dwu miesięczną przerwę. Źle to rzutuje na drużynę. Nie wyobrażam sobie, aby zawodnicy odpoczywali tak długo. Zajęcia będą oczywiście inne. Nie będzie to taki trening specjalistyczny, typowo piłkarski. Będzie to zabawa w celu podtrzymania dobrej dyspozycji fizycznej.
- Będziecie mieli dosyć krótki okres na roztrenowanie i odpoczynek. Pomimo tego w drużynie panuje niesamowita atmosfera. Czy ma Pan jakąś receptę na to?
- Pierwszą receptą jest sukces. On właśnie buduje atmosferę w drużynie. Kto myśli, że jest inaczej jest w błędzie. Osiągnęliśmy dobry wynik i to on zbudował pozytywną atmosferę. W tej klasie rozgrywkowej dobre nastawienie jest rzeczą ważną, bo piłkarze muszą mieć chęć przyjścia na zajęcia. Oni są amatorami i gdyby nie mieli radości z przyjścia na trening czy mecz to pewnie by nie przychodzili. Dodatkowo staramy się z kierownictwem budować taką atmosferę, żeby ci zawodnicy oprócz wyniku sportowego chcieli na ten stadion przychodzić.
- Których drużyn obawia się Pan najbardziej przed rundą wiosenną?
- Jak doświadczenie pokazuje to czasami jest różnie. W minionej rundzie przegraliśmy u siebie z Ruszowicami, które są daleko z tyłu tabeli czy też Legnickiej Pole. Z drugą ekipą klasy okręgowej mogliśmy u siebie wygrać, mówię tu o Wąsoszu, i to Wąszosz cieszył się wyniku remisowego. Także tutaj trudno mówić, nie wiemy co w tych zespołach może się zmienić przed rundą wiosenną. Na dzień dzisiejszy to zdobyte punkty są odzwierciedleniem marki zespołu i to one pokazują kto i w jakiej dyspozycji aktualnie jest.
- Odkąd Rokitki grają w klasie okręgowej jeszcze nigdy nie udało im się wygrać z Legnickim Polem. Prezes Bogdan Styrkowiec mówi nawet o fatum Legnckiego Pola. Czy ma pan jakąś receptę na zwycięstwo z tą drużyną?
- (Śmiech) Ja strasznie nie lubię takich statystyk, ale wiem, że dziennikarze lubią się nimi zajmować. Nie ma recepty na daną drużynę, gdyż w jednym sezonie składa się ona takich, a w drugim innych piłkarzy. U nas też zachodzą zmiany, my też nie jesteśmy już tą samą ekipą co kiedyś. Także nie obawiam się Legnickiego Pola czy też innych drużyn. Przeciwnik jest ważny, ale ważniejsze jest to co my sami zagramy. To przeciwnik powinien dopasowywać się do naszego stylu, a nie odwrotnie.
- Podczas spotkań ligowych jest Pan bardzo aktywny. Przekazuje pan sporo informacji zawodnikom. Czy po zakończonym spotkaniu w jakiś sposób wytyka Pan im ich błędy bądź motywuje do tego, aby pracowali jeszcze ciężej?
- Staram się to robić w czasie spotkania. Na początku widziałem, że zawodnikom to przeszkadzało, ale z czasem się przyzwyczaili. Korygowanie błędów w szatni to jest jakby "musztarda po obiedzie", błędy staram się korygować na miejscu ze względu na to, że dany piłkarz może popełnić go drugi raz. Po meczu w szatni staram się nie robić tego na gorąco. Moje uwagi nie zawsze do nich trafiają, gdyż wszyscy żyją jeszcze danym spotkaniem. Dopiero na kolejnych zajęciach, kiedy piłkarze ochłoną, kiedy ja ochłonę staram się to im przekazać na spokojnie.
Ja nie siedzę podczas spotkań, tak reaguję na zespół. Niektórzy trenerzy siedzą, niektórzy przysypiają na ławce, ja po prostu tak reaguję czy się to zawodnikom podoba czy nie. Doświadczenie mi pokazuje, że jest to jakaś pomoc i zawodnicy muszą się do tego przystosować.
- Podczas tegorocznych spotkań dało się zauważyć, że Czarni dosyć często "przesypiają" początek drugiej połowy. Co jest tego przyczyną?
- Różnie to bywa. Ktoś mi już o tym wspominał. Jakbyśmy jednak przeanalizowali wszystkie spotkania wygląda to nieco inaczej. W Chocianowie wygrywaliśmy 1:0 do przerwy, potem na początku drugiej połowy strzeliliśmy gola. Końcówka tego meczu należała jednak do Stali. W Jaworze prowadziliśmy 2:0, potem straciliśmy dwa gole, by w końcówce zaliczyć celny strzał. Każdy mecz rządzi się swoimi prawami. Z Wąsoszem przegrywaliśmy 1:0, później wyrównaliśmy na 1:1. Myślę, że nie ma tu żadnej analogii. Wiele czynników wpływa na końcowy wynik spotkania.
- W ostatnich spotkaniach widzieliśmy Pański majstersztyk trenerski, kiedy to w odpowiednim momencie wprowadził Pan na boisko Marcina Gromalę, który dwukrotnie zdobywał rzuty karne. Czy jest to łut szczęścia czy też ma Pan po prostu tzw: "nosa"?
- Mamy tutaj dwie metody. Jedni mówią, że jeśli trener wpuści zawodnika, a ten zrobi rzut karny lub strzeli wówczas mówią, że trener ma "nosa", krytycy mówią, dlaczego taki dobry zawodnik siedzi na ławce. Marcin nie jest przygotowany do gry pełnych 90 minut przy naszym układzie taktycznym z jednym napastnikiem. Jego zadaniem jest oprócz oddawania strzałów walka o każdą piłkę i niesamowitego wysiłku. Marcin jest nieprzygotowany, dlatego pojawia się w drugiej połowie na 20-30 minut, kiedy rywale mają już nieco mniej sił. Nasz piłkarz jest wówczas "świeży" co rzutuje na jego dobrą dyspozycję. Marcin grał kilka całych spotkań. Wtedy nie mieliśmy już tak dobrego efektu, gdyż zmęczenie dawało o sobie znać, a dyspozycja nie była już tak wysoka. Niestety kontuzja oraz praca negatywnie wpłynęły na formę Marcina.
- Czy chciałby Pan kogoś wyróżnić po przepracowaniu rundy jesiennej?
- Staram się nie oceniać swoich piłkarzy. Każdy chce się cieszyć sukcesem. W zdobyte 25 punktów każdy z nich ma swój wkład. Jeden mniejszy drugi większy, jednak wszyscy ciężko pracowali. Wolałbym wyróżnić cały zespół. W rozmowie z samymi piłkarzami nie ukrywam, że dzielę ich na tych lepszych i tych słabszych i wtedy też mam inne oczekiwania. Jednak w otwartej rozmowie albo chwalę wszystkich lub też wszystkich ganię.
- Jaki jest Pana cel przed wiosną?
- Cel nam wyznacza miejsce w tabeli. Na pewno nie będziemy walczyli o awans, bo nie mamy takiego potencjału aby grać w IV lidze. Myślę, że dobrym przykładem jest Chojnowanka, która wywalczyła upragniony awans. Na pewno będziemy gonili czołówkę i będziemy chcieli utrzymać lub też poprawić wynik z rundy jesiennej. W tym zespole drzemią spore możliwości, jednak na pewno będziemy musieli poszerzyć kadrę.
- Serdecznie dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.
Komentarze
01:52








10:28